Ostatni raz widzieliśmy ją w jury 'Tańca z gwiazdami'. Od tamtej pory - cisza. Beata Tyszkiewicz wybrała niewidoczność i jak dotąd nikt jej z niej nie wyrwie.

Beata Tyszkiewicz - pierwsza dama polskiego kina, aktorka ponad 100 ról filmowych, ikona, która oceniała uczestników tanecznego show i kłóciła się z Iwoną Pavlović na wizji - za miesiąc skończy 88 lat. I nie zamierza z tej okazji wychodzić do ludzi.

Dlaczego zniknęła z ekranów?

W 2017 roku Tyszkiewicz zaczęła mieć kłopoty zdrowotne i podjęła decyzję o zakończeniu kariery. Córka aktorki, Karolina Wajda, tłumaczyła w wywiadach, że stoi za tym głęboki szacunek do własnej publiczności. Tyszkiewicz podobno uważa, że gwiazda powinna kojarzyć się z nienagannym wizerunkiem - i świadomie nie chce, żeby widzowie pamiętali ją w gorszych momentach.

Nie wychodzi z domu. Spotkania osobiste ograniczyła niemal wyłącznie do najbliższej rodziny. Ale - co ważne - nie urwała kontaktów ze światem zupełnie.

Daniel Olbrychski zdradził, jak to wygląda od środka

"Z Beatą często dzwonimy do siebie. Czy jeszcze zagramy razem? A kto to wie?" - napisał Daniel Olbrychski w autobiograficznej książce "Dary losu". Dodał, że oboje z Tyszkiewicz nie są dziś w centrum zainteresowania polskich filmowców.

Jeszcze cieplej o tych rozmowach mówi żona aktora, Krystyna Demska-Olbrychska. "Kiedy o niej myślę, robi mi się ciepło na sercu. Lubię z nią rozmawiać przez telefon, dzwonię, żeby chociaż usłyszeć tembr jej głosu. Zwłaszcza teraz, kiedy nie chce się już spotykać. Odbiera szybko i zawsze wtedy słyszę: 'No i co, moja najdroższa?'" - wyznała Demska.

Czyli telefony odbiera. Humor jej dopisuje. Ale drzwi - zamknięte.

Juniec przyniósł jej ból - odszedł jej młodszy brat, hrabia Krzysztof Tyszkiewicz. Córka Karolina opiekuje się matką i regularnie zabiera ją do swojego domu na wsi. Zapewnia, że mimo zaawansowanego wieku Beata Tyszkiewicz jest w świetnej formie umysłowej - bystry intelekt i poczucie humoru ani trochę jej nie opuściły.

Kobieta, która zagrała najlepszą Izabelę Łęcką w historii polskiego kina, ma teraz 88 lat i robi dokładnie to, na co ma ochotę. Nie ma w tym żadnej tragedii - jest wybór. Pytanie tylko, czy fani kiedykolwiek się z nim pogodzą.