Firma przewozowa wyrzuciła Tomasza, syna Moniki Richardson, bez prawa do wyjaśnień - dosłownie zabroniono mu wchodzić do biura. Wszystko przez skargę jednego pasażera, który podobno źle odczytał jego zachowanie.

Tomasz nie poszedł w ślady sławnej mamy. Zamiast show-biznesu wybrał kierownicę - pracował jako kierowca firmy przewozowej i, jak Richardson chwaliła się w jednym z podcastów, naprawdę się usamodzielnił. Teraz jest bez pracy.

Co się stało? Skarga, której nie dało się odkręcić

Tomasz jest osobą w spektrum autyzmu - jego tiki i specyficzne zachowanie za kierownicą podobno zmyliły jednego z pasażerów. Według relacji Moniki Richardson, którą zamieściła na Instagramie, niezadowolony klient mógł uznać, że kierowca prowadzi pod wpływem alkoholu. Firma nie chciała słuchać wyjaśnień.

Podobne skargi zdarzały się wcześniej i udawało się je wyjaśniać. Tym razem firma postawiła mur. Stosowne zaświadczenia lekarskie zostały odrzucone - według Richardson firma miała wręcz sugerować, że dokumenty są nieautentyczne. Odpowiedzi przychodziły wyłącznie anonimowo, odwołania nie przynosiły skutku.

Finał był brutalny. "Współpraca została ostatecznie zerwana, a Tomasz dostał zakaz pojawiania się w biurze" - napisała oburzona dziennikarka na swoim Instagramie.

Richardson nie odpuszcza. Wchodzą prawnicy?

Monika Richardson zapowiedziała, że nie zamierza zostawić sprawy bez odpowiedzi. Zapowiedziała działania we własnym zakresie i nie wykluczyła pomocy prawników. Biorąc pod uwagę, że firma miała podważać autentyczność oficjalnych zaświadczeń medycznych, sprawa może mieć poważniejszy wymiar niż zwykłe zwolnienie pracownika.

Richardson ma troje dzieci z dwóch małżeństw - Tomasz i jego siostra Zofia pochodzą ze związku z drugim mężem. Dziennikarka nieraz mówiła publicznie, jak bardzo jest z syna dumna. Tym razem zamiast dumy - furia.

Czy firma przewozowa miała prawo tak postąpić z pracownikiem w spektrum? I czy Richardson rzeczywiście skończy na sali sądowej? Piszcie w komentarzach, co o tym myślicie.