Czterdzieści lat, córka do wychowania w pojedynkę i marzenie o rodzinie jak z obrazka - Sylwia Bomba po raz pierwszy tak szczerze o tym powiedziała. I przyznała wprost: to była jej największa życiowa porażka.
Sylwia Bomba wychowała się w domu, w którym kłótnie były rzadkością. Jej rodzice za chwilę będą świętować 50. rocznicę ślubu - i przez całe jej dzieciństwo przez dom przechodziły może trzy poważniejsze sprzeczki. Taki model rodziny stał się dla niej wzorcem, którego przez lata desperacko szukała.
Problem w tym, że życie miało inne plany.
"Nie da rady się starać za dwie osoby"
Rozstanie z ojcem córki Sylwia Bomba przez długi czas przeżywała jako własną klęskę. Czuła, że zawiodła - siebie, a przede wszystkim dziecko. Dziś mówi o tym bez ogródek.
"Wyobraź sobie, że to było dla mnie chyba taką największą porażką, że nie udało mi się stworzyć takiej rodziny dla mojej córki. No nauczyłam się już teraz. Wiesz, ja już jestem stara baba, mam 40 lat, więc nauczyłam się, że nie da rady się starać za dwie osoby. Nawet jakkolwiek byś się nie starał, nie jesteś w stanie. Do tanga trzeba dwojga" - wyznała w rozmowie opublikowanej przez Pomponik.
To wyznanie brzmi prosto, ale za nim stoi kilka lat dźwigania poczucia winy za coś, na co - jak sama przyznaje - miała tylko połowę wpływu.
Wcześniej w tej samej rozmowie opowiedziała o dzieciństwie, które ukształtowało jej oczekiwania wobec związków. "Ja naprawdę pamiętam ich może trzy kłótnie przez całe moje życie z nimi. I to było takie moje marzenie mieć pełną rodzinę, taką jak ja miałam. Że ten tata był tatą. Mama była mamą. No taki niestety wzorzec, który nie jest bardzo sprzyjający. No bo powiedzmy sobie, takich pełnych szczęśliwych rodzin widzimy mało" - mówiła.
Podziękowania dla Jacka. Serio.
Bomba znalazła własny sposób na pogodzenie się z przeszłością - i to zaskakująco elegancki. Zamiast rozpamiętywać, co się nie udało, skupiła się na tym, co z tego związku zostało: córka, którą kocha bezgranicznie.
"Pomyślałam sobie: to miał być ten gen. Ona miała być taka, jaka jest. Dzięki, Jacek, zrobiłeś, co miałeś zrobić. Mamy cudowne dziecko" - powiedziała wprost, zwracając się do byłego partnera.
Trudno o bardziej dojrzałe podsumowanie rozstania. Żadnej goryczy, żadnych wycieczek personalnych - tylko konkret. Sylwia Bomba ma dziś 40 lat, wychowuje córkę i wyraźnie pogodziła się z tym, że rodzina może wyglądać inaczej niż na zdjęciu z albumu jej rodziców.
Pytanie tylko, czy ta spokój to efekt prawdziwego przepracowania, czy po prostu dobra mina do złej gry? Co myślicie - dajcie znać w komentarzach.




