Karol Strasburger spadł z akrobatycznej aparatury. Zabezpieczenia zawiodły, urazy były poważne - i gdyby nie to, być może nigdy nie usłyszelibyśmy 'Familiady'.
Karol Strasburger spadł z akrobatycznej aparatury. Zabezpieczenia zawiodły, urazy były poważne - i gdyby nie to, być może nigdy nie usłyszelibyśmy 'Familiady'.
Szkoła Morska, zakochanie i nagły zwrot
Zanim Strasburger trafił do PWST w Warszawie, studiował na Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie. Rzucił ją po roku. Jak opowiadał w rozmowie z 'Super Expressem', do aktorstwa pchnął go kolega ze szkoły morskiej - a właściwie jego narzeczona, która właśnie zdawała do szkoły teatralnej. "W szkole morskiej miałem kolegę, którego narzeczona zdawała właśnie do aktorskiej. I jakoś tak mnie to natchnęło, tym bardziej że zakochałem się w niej" - wspominał prowadzący 'Familiady'.
Rodzina patrzyła na te skoki między kierunkami z niepokojem. Marynarzem nie chciał być, sportowcem też nie. Zanim jednak wybrał aktorstwo, los serwował mu jeszcze jeden przystanek - i to dość niebezpieczny.
Cyrk, upadek i strój od krawca Elvisa
Dwudziestopięcioletni Strasburger trafił do cyrku jako akrobata. Miał ku temu solidne podstawy - wcześniej trenował gimnastykę sportową. Brał udział w programach cyrkowych organizowanych dla dzieci. Podczas jednej z akrobacji coś poszło nie tak. "Źle to się skończyło, było bardzo niefajnie i nieprzyjemnie" - mówił w rozmowie z 'Faktem'. Doznał poważnych urazów. Na szczęście wrócił do formy, ale z akrobatyki zrezygnował raz na zawsze.
Do cyrku jednak wrócił - tym razem jako konferansjer. W rozmowie cytowanej przez 'Dobry Tydzień' wspominał, że pracował w tej roli w Polsce i w Finlandii, w jednym z lepszych europejskich cyrków tamtych lat. "Witałem gości i zapowiadałem numery. Mój strój był uszyty przez krawca, który szył dla Elvisa Presleya" - opowiadał z dumą. Jak tłumaczył w TVN Warszawa, to właśnie te miesiące konferansjerki dały mu fundament pod całą późniejszą karierę showmana.
Debiut na ekranie zaliczył w 1970 roku. Reszta to historia - i kilkadziesiąt lat 'Familiady'. Trudno nie myśleć, że jeden zły upadek z akrobatycznej aparatury mógł tę historię zakończyć, zanim w ogóle się zaczęła. Co o tym myślicie?




