Trzysta razy? Czterysta? Skolim spokojnie poprawia - w tym roku stanie na scenie ponad 500 razy. I żeby zdążyć na każdy z nich, zamienił busa na Maybacha i helikopter.

Skolim lata helikopterem między koncertami. '503 razy na scenie' Trzysta razy? Czterysta? Skolim spokojnie poprawia - w tym roku stanie na scenie ponad 500 razy. I żeby zdążyć na każdy z nich, zamienił busa na Maybacha i helikopter. Jeszcze niedawno pojawiał się w serialach takich jak "Na dobre i na złe" czy "Barwy szczęścia" i mało kto kojarzył jego twarz z muzyką. Dziś jest jednym z najbardziej zapracowanych artystów polskiej sceny - a jego grafik wygląda jak harmonogram linii lotniczych.

30 tysięcy za jeden wieczór - i to nie jest max

Skolim sam przyznał w rozmowie z "Super Expressem", że jego stawka za koncert jest najwyższa w Polsce. Za jeden występ inkasuje około 30 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że tego lata zagra ponad sto razy - i że zdarza mu się wychodzić na scenę kilkakrotnie tego samego dnia - matematyka robi się imponująca. W skali całego roku licznik zatrzymuje się na ponad 500 koncertach. "Moja stawka za koncert jest najwyższa w Polsce. Spójrzmy prawdzie w oczy. 503 koncerty, stadiony, hale, małe miasteczka, 25 tys. ludzi" - mówił w rozmowie z "Super Expressem". Do tego dochodzą biznesy: linia perfum, sieć stacji benzynowych, a ostatnio przekąski pod własną marką. Skolim nie jest artystą, który czeka na hit - on go produkuje seryjnie, razem z całą resztą.

Robinson R66, Maybach i zero opóźnień

Kiedy gra się kilka razy dziennie w różnych miejscach Polski, bus odpada. Skolim nie owija w bawełnę - w rozmowie z Plejadą wyjaśnił logistykę wprost: "My nie mamy busa. Nie zdążylibyśmy na koncerty, jadąc busem. Pakujemy się albo do Robinsona R66, albo do BMW 7, X7, S-klasy, Maybacha albo do innych tych naszych koncertowych aut." Robinson R66 to helikopter turbinowy wart kilka milionów złotych. Skolim traktuje go jak taksówkę. Na pytanie o to, skąd ta popularność, artysta odpowiada bez fałszywej skromności: "Przyciągam ludzi, bawię ludzi. Czasem dla kogoś w samochodzie na lepszy humor, a czasem po prostu na randkę, na pierwszy taniec" - dodał w tej samej rozmowie z "Super Expressem". Pół tysiąca koncertów, helikopter, własne perfumy i chipsy z twarzy. Skolim zbudował coś, czego polska branża muzyczna długo nie widziała - jednoosobowe imperium rozrywkowe, które nie zwalnia tempa nawet latem. Czy to model do naśladowania, czy wyjątek, który nie ma prawa się powtórzyć? Napiszcie w komentarzach.