Ktoś zapytał wprost: skąd Kinga Rusin ma pieniądze na ciągłe podróże? Dziennikarka odpowiedziała równie wprost - i przy okazji wciągnęła w to byłego męża.

Kinga Rusin od kilku lat żyje jak marzenie - świat z plecakiem, bez studia telewizyjnego i porannych wejść na antenę. Japonia, teraz Malezja. Fani zachwyceni, ale jeden internauta nie wytrzymał i zapytał złośliwie: "A te pieniądze na podróże to z czego?".

Kinga Rusin rozlicza się z internautami

Rusin nie zignorowała pytania - wręcz przeciwnie, odpowiedziała obszernym wpisem w mediach społecznościowych. I od razu ucięła spekulacje. "Nie ukradłam, nie dostałam w spadku, nie dostałam od byłego męża, nie dostałam z publicznej telewizji" - napisała dosłownie, nie pozostawiając miejsca na domysły.

Co więcej - Rusin wyjaśniła, że razem z partnerem Markiem Kujawą prowadzą własną firmę. Żadnych ukrytych sponsorów, żadnych funduszowych pieniędzy. "Zarobione pieniądze wydajemy tak jak chcemy, czyli podróżując przez większą część roku i pracując jednocześnie, co jest naprawdę nie lada wyzwaniem" - dodała.

Malezja, dżungla i atak złośliwości w tle

Rusin pisała wpis prosto z Malezji, gdzie podobno zakochała się w tamtejszej dżungli i ulicznych muralach. George Town odhaczyła w półtora dnia - i rusza dalej. "MALAYSIA, TRULY ASIA" - zakończyła z rozmachem, nawiązując do turystycznego sloganu kraju.

Internauci stanęli po jej stronie. W komentarzach przewijało się jedno: gdyby mogli sobie na to pozwolić, też by tak żyli. Trudno się dziwić - mało kto wymieni stabilną pensję na życie z walizki, ale Rusin udowadnia, że da się zarabiać w ruchu.

Warto przy tym zauważyć - nie, nie warto. Po prostu: wzmianka o byłym mężu w tym wpisie to nie przypadek. Rusin od lat słyszy pytania o to, czy jej dostatnie życie to zasługa kogoś innego. Teraz odpowiedziała raz, a porządnie. Czy to zamknie temat? Pewnie nie - złośliwi internauci mają długą pamięć. Ale przynajmniej Kinga ma gotową odpowiedź na screenshot.