Świat show-biznesu obiegła tragiczna wiadomość z Japonii. Runa Hirata, 8-letnia wokalistka projektu DIANNA, nie żyje. Najmłodsza gwiazda zmarła w nocy z 24 na 25 września - zaledwie kilka dni po tym, jak rozbłysnęła na scenie pełna energii i marzeń.
Ostatni koncert przed tragedia
Runa Hirata urodzona 16 kwietnia 2018 roku już jako dziecko urzekała publiczność umiejętnościami wokalnymi i tanecznymi. 20 września pojawiła się podczas koncertu "Regular Live Vol. 70". Po występie dzieliła się z fanami swoją radością na mediach społecznościowych - publikowała zdjęcia, uśmiechała się do kamery. Nikt z publiczności nie podejrzewał, że to będzie jej ostatni raz na scenie.
Choroba serca po grypie
Runa Hirata zmarła 25 września około godziny 4 nad ranem. Miała zaledwie osiem lat. Informacja o jej śmierci przekazana została publicznie dopiero kilka dni później, już po prywatnych uroczystościach pogrzebowych zorganizowanych w rodzinnym gronie. Agencja artystki ujawniła przyczynę - zapalenie mięśnia sercowego, które rozwinęło się po infekcji wirusem grypy. Choroba miała bardzo gwałtowny przebieg. Od objawów grypy do tragicznego końca minęło kilka dni.
Rodzina prosi o szacunek
Bliscy Runy zwrócili się do fanów z prośbą o uszanowanie prywatności i powstrzymanie się od spekulacji. W pożegnaniu podkreślili, jak ważną częścią jej krótkiego życia była działalność artystyczna. Od najmłodszych lat dziewczynka marzyła o scenie i konsekwentnie rozwijała talent. Nagłe odejście Runy Hiraty wywołało ogromne poruszenie wśród fanów DIANNA Project - projekt, który dał jej możliwość realizacji marzeń.
Jej śmierć dodaje do smutnej listy strat ze świata kultury ostatnich miesięcy. W sierpniu pożegnaliśmy Jana Frycza, legendę polskiego teatru (72 lata), a zaledwie dziesięć dni później świat obiegła wiadomość o śmierci Dolly Parton (80 lat). We wrześniu zmarła również chińska sopranistka Gong Shuang (37 lat) po walce z rakiem. Ale odejście 8-letniej gwiazdy wydaje się szczególnie przejmujące - przed nią było całe życie.






