Jeszcze trwa 13. sezon "Rolnik szuka żony", a TVP już wyciąga alarm. Produkcja zdecydowała się na przedwczesny nabór do 14. edycji, bo z roku na rok mniej ludzi chce stanąć przed kamerami.
Dlaczego TVP robi to teraz?
Powód jest prosty - potencjalni uczestnicy się boją. Od 13 lat Marta Manowska prowadzi randkowe show, które zmieniło życie wielu rolników i rolniczek. Ale ta sława ma drugą stronę medalu. Dotychczasowi uczestnicy nieraz narzekają, że popularność, choć miła, bywa męcząca. Fani śledzą każdy krok, każde selfie, każdą relację. Nawet ci, którym się powiodło i znaleźli drugą połówkę, czasem z goryczą przyznają - ciekawość widzów może być wyczerpująca.
Brak chętnych to prawdziwy problem
Dlatego produkcja postanowiła nie czekać do końca sezonu. "Rolniku, Rolniczko, szukamy właśnie Ciebie!" - czytamy w ogłoszeniu, które pojawiło się w mediach społecznościowych. TVP szuka zarówno hodowców, pasiekarzy, jak i właścicieli sad owocowych czy alpak. Wieku nie ma znaczenia, liczą się determinacja i chęć znalezienia miłości.
Formularz zgłoszeniowy czeka na oficjalnej stronie TVP. Każdy, kto ma gospodarstwo i szuka drugiej połówki, może spróbować szczęścia. Znajomi mogą też polecić potencjalnych kandydatów.
Co to mówi o przyszłości show?
Decyzja produkcji jest symptomatyczna. "Rolnik szuka żony" wciąż ma widzów, ale format zaczyna pokazywać zmęczenie. Każdy sezon to ta sama formuła - poznawanie, rozmowy, emocje, rozstania. Marta Manowska wciąż robi robotę wzorcową, ale nawet jej umiejętność namówienia uczestnika na szczerą zwierzenie nie wystarczy, by rekrutacja przebiegała gładko.
Teraz pozostaje pytanie - czy wcześniejszy nabór przyciągnie nowe twarze? Czy format wciąż ma siłę pociągu, czy może widzowie zaczynają szukać czegoś świeżego?




