Dwanaście hektarów ziemi pod Warszawą, dwa domy, zwierzęta hodowlane - i telefon, który najlepiej gdy nie dzwoni. Janusz Rewiński sam wybrał samotność, a synów nie widywał miesiącami.
Sąsiedzi ze wsi Nowodwór koło Mińska Mazowieckiego mówili na niego "panisko na włościach". Janusz Rewiński zainwestował wszystkie oszczędności w 12-hektarowe gospodarstwo i osiadł tam na dobre. Dwa domy, wielkie połacie ziemi, zwierzęta hodowlane. Żył - jak podsumował portal INNPoland po jego śmierci - jak król.
Ale za zamkniętą bramą krył się też człowiek, który dobrowolnie odciął się od niemal wszystkich - łącznie z własnymi dziećmi.
"Im nie jestem potrzebny" - wyznanie rok przed śmiercią
Rok przed śmiercią Rewiński powiedział wprost w programie "Szykowne rozmowy", że z synami nie widuje się miesiącami. Nie tłumaczył się pracą ani odległością. "Im to nie jest potrzebne. Ja im nie jestem potrzebny" - stwierdził bez ogródek. To zdanie, wypowiedziane spokojnym tonem, brzmi dziś wyjątkowo ciężko.
Nie była to jednak skarga. Aktor konsekwentnie podkreślał, że samotność to jego własny wybór. "Z upływem czasu czuję coraz mniejszą potrzebę kontaktu z ludźmi. I znajomymi i z nieznajomymi. Nie szukam nowych znajomości, jestem samotnikiem, dobrze się czuję sam" - wyznał w tych samych "Szykownych rozmowach". Koszenie łąk, suszenie siana, wycinanie gałęzi - to był jego ideał dnia. "Najszczęśliwszy jestem, jak telefon nie dzwoni" - dodał.
Iwona, synowie i tajemnica, której nikt nie rozwiązał
Przez ponad 30 lat u boku Rewińskiego była aktorka Iwona Biernacka - poznali się w 1978 roku w Teatrze Komedia, potem razem grali w "Kabareciku" Olgi Lipińskiej. Wszyscy wiedzieli, że są parą. Nikt nie wiedział, jakim formalnie statusem. "Formalności nie mają dla mnie żadnego znaczenia" - skwitował aktor w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Od 2010 roku nie mieszkali razem - on przeniósł się do Nowodworu, ona została w ich domu w Radości. Wychowali jednak dwóch synów: Jonasza, urodzonego w 1983 roku, i Aleksandra, który przyszedł na świat osiem lat później. Jonasz dziś pracuje jako dziennikarz i prezenter telewizyjny. Aleksander jest śpiewakiem operowym.
Po śmierci ojca to właśnie oni odziedziczyli majątek wyceniany na kilka milionów złotych. Aleksander w rozmowie z autorką książki "Siara. I wszystko jasne" powiedział: "Tata nauczył mnie, że nie każda propozycja to szansa. Że nie wolno tracić siebie ani dla roli, ani dla sceny, ani dla braw".
Iwona Biernacka do dziś nie opowiedziała publicznie, kim tak naprawdę dla siebie byli. Biografce Rewińskiego powiedziała tylko jedno zdanie: "Był dobrym człowiekiem". I nic więcej.
Czy milczenie Iwony to ostatni hołd złożony człowiekowi, który całe życie strzegł prywatności jak swojego 12-hektarowego królestwa? Piszcie w komentarzach.




