Żadnego scenariusza, żadnej odprawy przed wejściem na antenę. Marcin Prokop właśnie przyznał, że sekret jego duetu z Dorotą Wellman to absolutna spontaniczność - i dodał, że u konkurencji tego zwyczajnie nie widać.
Żadnego scenariusza, żadnej odprawy przed wejściem na antenę. Marcin Prokop właśnie przyznał, że sekret jego duetu z Dorotą Wellman to absolutna spontaniczność - i dodał, że u konkurencji tego zwyczajnie nie widać.
Prokop i Wellman: zero przygotowań, sto procent chemii
Prokop i Wellman prowadzą razem śniadaniówkę od ponad dwudziestu lat. Zaczynali w TVP przy "Pytaniu na śniadanie", w sierpniu 2007 roku przenieśli się do "Dzień Dobry TVN" i do dziś są najbardziej rozpoznawalnym duetem w historii tego formatu. Widzowie kochają ich za luz i naturalność - ale mało kto wiedział, skąd to się bierze.
Prokop powiedział to wprost w rozmowie z Plejadą. "Myślę, że każde nasze spotkanie jest zaskoczeniem, bo my nie mamy przed programem żadnych ustaleń. Nie siadamy i nie dogadujemy się: ty zadasz takie pytanie, ja zadam takie. To wszystko dzieje się organicznie, bez żadnych wcześniejszych konsultacji, ustaleń, a nawet bez scenariusza" - wyjaśnił prezenter. I dodał, że właśnie dlatego oboje słuchają się nawzajem tak uważnie - bo nikt z nich nie wie, co za chwilę powie ten drugi.
Przy okazji przyłożył innym prowadzącym
Prokop nie poprzestał na komplementach pod adresem Wellman. Przy okazji zabrał głos w sprawie innych duetów prowadzących programy na żywo - i nie był łagodny. Według niego wielu gospodarzy śniadaniówek w ogóle się nie słucha: gdy jedna osoba mówi, druga już myślami jest przy następnym pytaniu albo wpatrzona w scenariusz.
"Widzę czasami ludzi, którzy prowadzą programy w duetach, w tercetach, i widzę, że w momencie, kiedy jedna z tych osób mówi, druga jest myślami gdzie indziej - patrzy w scenariusz, zastanawia się, co ma za chwilę zrobić. Mam tę radość, że wiem, że jak ja coś peroruję na antenie, to Dorota aktywnie tego słucha i pociągnie ten wątek" - powiedział w rozmowie z Plejadą.
Prokop przyznał też, że po ponad dwóch dekadach razem zna Wellman na tyle dobrze, że często przeczuwa, w którą stronę poprowadzi rozmowę - ale ona potrafi go zaskoczyć. "Bardzo często jest tak, że ta moja inteligencja mnie myli i nagle ona potrafi skręcić z piskiem opon w zupełnie inną uliczkę" - dodał z rozbrajającą szczerością.
Dwadzieścia lat, zero scenariusza i przyjaźń poza kamerami - brzmi jak przepis, którego nie da się skopiować. Wy czujecie tę chemię czy to już tylko telewizyjny mit? Napiszcie w komentarzach.




