Perfekcyjna dykcja, buty na obcasie, makijaż przed każdym wyjściem na scenę - Jerzy Połomski budował wizerunek z precyzją zegarmistrza. Jedna rzecz pozostawała jednak tematem tabu przez sześć dekad kariery.
Plotki krążyły od lat. Fani szeptali, dziennikarze pytali wzrokiem, ale Połomski nigdy nie kiwnął głową ani jej nie pokręcił. Peruka czy nie peruka - ta zagadka towarzyszyła mu przez całą karierę estradową.
Amant bez peruki nie wychodził na scenę
Karierę zaczynał w teatrze - skończył PWST w Warszawie, grał w dramacie i estradzie, zachwycał dykcją. Czuł się jednak niedoceniany, dostawał małoznaczące role. Porzucił scenę na rzecz radia i tam rozkwitł - "Bo z dziewczynami", "Cała sala śpiewa z nami", "Nie zapomnisz nigdy". Król polskich prywatek był gotowy.
Ale sukces to też presja wizerunkowa. Połomski wychodził na estradę w butach na obcasie, bo uważał, że jest zbyt niski. Makijaż przed każdym występem - obowiązek. I ta peruka, o której nie mówił nikomu.
Dopiero tuż przed śmiercią, w wywiadzie dla "Super Expressu", powiedział wprost: "'Ma perukę na głowie - co to jest za artysta?', a ja musiałem się trochę ratować". I dodał: "Bez peruki nie wychodziło mi jako amantowi, a głos miałem, właśnie jak amant".
A potem zdanie, które rozbiera całą tę wieloletnią tajemnicę na czynniki pierwsze: "Nie robiło mi to żadnej różnicy, nie robiłem z tego sprawy, nigdy w sumie o tym nie mówiłem, teraz robię to po raz pierwszy".
Szabłowska potwierdziła to, co wszyscy podejrzewali
Po śmierci artysty głos zabrała dziennikarka muzyczna Maria Szabłowska. W rozmowie z magazynem "Pani" przyznała, że Połomski był wyjątkowo skrupulatny w kwestii wizerunku i ubioru, a do każdego występu przygotowywał się z niezwykłą starannością.
Karierę zakończył w 2019 roku - odebrał mu ją postępujący problem ze słuchem. W lipcu 2021 przeprowadził się z mieszkania na Mokotowie do Domu Artystów w Skolimowie. Zmarł 14 listopada 2022 roku w Warszawie.
Przez sześćdziesiąt lat na scenie pilnował każdego szczegółu swojego wyglądu. Jednego szczegółu - przez sześćdziesiąt lat - nie skomentował publicznie ani razu. Czy to był spryt, czy zwykła dyskrecja artysty, który wiedział, że wizerunek to część spektaklu? Pewnie jedno i drugie.




