Cztery dni, ponad 300 artystów, Opera Leśna i transmisja na żywo w TVN. Brzmi jak marzenie każdego fana polskiej muzyki. Ale im dłużej patrzymy na ten program, tym głośniej chce nam się zadać jedno pytanie.

Sopot 2026 wygląda jak uczta. Na papierze.

Top of the Top Sopot Festival 2026 odbędzie się od 24 do 27 sierpnia w Operze Leśnej w Sopocie. Cztery wieczory z rzędu, każdy startuje o 19:30, każdy z innym motywem. Poniedziałek to „Top of the Pop" i wieczór Stanisława Soyki. Wtorek - Otwarta Scena i konkurs o Bursztynowego Słowika. Środa - „Opera Leśna w czterech aktach". Czwartek - „Top of the Rock" i „Bal w Operze". Całość na żywo w TVN. Brzmi solidnie. Brzmi nawet świetnie.

I rzeczywiście - obsada robi wrażenie. Agnieszka Chylińska, Katarzyna Nosowska, Maryla Rodowicz, Lady Pank, Krzysztof Zalewski, Artur Rojek, Margaret, Dawid Kwiatkowski, Oskar Cyms, Zalia, Piotr Kupicha, Małgorzata Ostrowska, Igor Herbut, Mikromusic, Błażej Król, Kaśka Sochacka, Smolik/Kev Fox, Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. Ponad 300 artystów łącznie. To nie jest koncert. To jest inwentaryzacja całej polskiej sceny muzycznej.

I tu właśnie zaczyna się nasz problem.

Kiedy na jednej liście mieści się absolutnie wszystko - od rocka przez jazz po pop i kabaretowe klimaty - przestajesz wiedzieć, dla kogo to jest. Sopot zawsze miał tę magię, że potrafił zaskoczyć. Zestawić artystów, których nikt nie spodziewał się zobaczyć razem. Stworzyć coś nieoczekiwanego.

Ale 300 artystów w cztery dni to już nie festiwal muzyczny. To maraton. I maraton, w którym każdy biegnie oddzielnie.

Nie twierdzimy, że program jest zły. Twierdzimy, że jest go za dużo. Kiedy na scenie pojawia się czterdzieści nazwisk w jeden wieczór, żadne z nich nie zostaje z tobą na dłużej. Wychodzisz z Opery Leśnej albo odkładasz pilot i nie pamiętasz połowy. Muzyka potrzebuje oddechu. Festiwal potrzebuje dramaturgii. Cztery akty w środę to dobry pomysł - ale czy reszta tygodnia ma równie przemyślaną strukturę?

Nasze zdanie jest proste.

Sopot 2026 to wydarzenie, które chcemy oglądać. Naprawdę. Lista artystów jest imponująca, a TVN daje możliwość śledzenia tego z kanapy - i za to chwalimy. Chylińska i Nosowska w jednym tygodniu? Weź nas.

Ale organizatorzy powinni wiedzieć jedno: więcej nie zawsze znaczy lepiej. Widzowie są mądrzejsi niż myślicie. Nie potrzebują trzystu nazwisk na afiszu, żeby poczuć, że dostali coś wyjątkowego. Potrzebują jednego momentu, który zapamiętają za rok.

Mamy nadzieję, że ten moment się wydarzy. 24 sierpnia zegar ruszy. My będziemy patrzeć.