Zaczęło się od bloga i ostrego ryżu

Przełom 2013 i 2014 roku. Anna Lewandowska prowadzi blog, wrzuca przepisy, trenuje karate. Jej publiczność to kilkadziesiąt tysięcy osób, głównie kobiety zainteresowane zdrowym trybem życia. Nikt tego jeszcze nie nazywa 'marką'. Nikt nie mówi 'influencer'. Ona sama mówi po prostu, że lubi gotować zdrowo i ćwiczyć. Trudno ocenić, ile w tym było strategii, a ile autentyczności, ale efekt jest taki, że treści działały, bo wyglądały szczerze.

Kluczowy był moment, gdy Robert Lewandowski zaczął regularnie pojawiać się na jej profilach. Nie jako główny bohater, ale jako dowód, że 'to działa'. Jeśli żona jednego z najlepszych piłkarzy świata je tak, a nie inaczej, i wygląda tak, a nie inaczej, to ludzie chcą wiedzieć jak. Cyniczne? Może trochę. Skuteczne? Naprawdę.

Healthy Plan by Ann: kiedy blog stał się firmą

Uruchomienie aplikacji Healthy Plan by Ann w 2016 roku to moment, który naszym zdaniem jest niedoceniany w opowieści o Lewandowskiej. To była odważna decyzja, bo rynek aplikacji fitness w Polsce był wtedy praktycznie nierozwinięty. Aplikacja sprzedawała plany treningowe i żywieniowe, a subskrybentów przybyło szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Według informacji podawanych przez samą Lewandowską w wywiadach, liczba użytkowników przekroczyła szybko setki tysięcy.

Na tym etapie przestała być blogerką. Stała się właścicielką firmy technologiczno-lifestylowej. To istotna różnica, którą polskie media przez długi czas ignorowały, wciąż opisując ją przez pryzmat związku z Robertem.

Linia ubrań, suplementy, książki: budowanie ekosystemu

Kolejne lata przyniosły ekspansję, którą można by nazwać klasycznym 'ekosystemem marki'. Linia odzieży sportowej, suplementy diety, kilka książek o zdrowym odżywianiu, które trafiły na listy bestsellerów. Naszym zdaniem kluczem do sukcesu tej strategii jest spójność. Lewandowska nie skacze od tematu do tematu. Wszystko kręci się wokół jednego hasła: aktywny, zdrowy styl życia. Można to lubić lub nie, ale jako strategia pozycjonowania marki jest to podręcznikowy przykład konsekwencji.

Warto też uczciwie powiedzieć, że część tego sukcesu to kwestia zasięgu, który daje bycie żoną Roberta Lewandowskiego. Rozpoznawalność w Niemczech, Hiszpanii, dostęp do mediów, które normalnie nie zainteresowałyby się polską influencerką fitnessu. To byłoby nieuczciwe pomijać. Ale zasięg to tylko drzwi. Żeby przez nie przejść z czymś sensownym, trzeba mieć produkt.

Co nas zastanawia w tym imperium

Nie wszystko jest tu do końca transparentne. Lewandowska buduje wizerunek naturalności i autentyczności, a jednocześnie prowadzi rozbudowany biznes reklamowy. Granica między szczerą rekomendacją a płatną współpracą bywa płynna i naszym zdaniem warto o tym pamiętać, scrollując jej profile. To nie jest zarzut wyjątkowy, bo dotyczy całej branży, ale akurat przy takiej skali i takim zaufaniu odbiorców kwestia przejrzystości ma znaczenie.

Pytanie, które zadajemy sobie w redakcji: czy Lewandowska buduje coś trwałego, czy markę, która żyje tak długo jak jej osobista rozpoznawalność? Aplikacje, produkty fizyczne, treści edukacyjne wskazują raczej na to pierwsze. Ale to pokaże czas.

Puenta: nie 'żona Lewego', tylko Lewandowska

Anna Lewandowska zrobiła coś, czego nielicznym partnerkom megagwiazd sportu udaje się dokonać: zbudowała własną tożsamość biznesową, która nie potrzebuje już regularnego odwoływania się do kariery męża. To wymaga pracy, strategii i odwagi, żeby zaryzykować własne pieniądze i reputację. Można się spierać o estetykę, o autentyczność, o to czy 'fit mama' to wyzwalający czy opresyjny wzorzec. Ale trudno odmówić jej sprawczości. A my w Plotuchu sprawczość zawsze szanujemy.