Chciał podzielić córki między siebie i żonę - po jednej dla każdego. Do podziału nie doszło, ale córki podobno nigdy mu tego nie wybaczyły. Piotr Fronczewski kończy w niedzielę 80 lat i wciąż potrafi zaskoczyć.

Osiemdziesiąt lat, ponad 90 ról filmowych, 40 serialowych i blisko 120 w Teatrze Telewizji. Do tego Franek Kimono, Pan Kleks i jeden z głośniejszych skandali obyczajowych w historii polskiego kina. Piotr Fronczewski to nie jest zwykły jubileusz.

Joanna Pacuła i romans, który wstrząsnął Polską

Lato 1981 roku, plan zdjęciowy serialu "07 zgłoś się" w Augustowie. Tam Fronczewski poznał Joannę Pacułę - uważaną wtedy za największą piękność polskiego kina. Według tego, co sam opisał w wywiadzie-rzece "Ja, Fronczewski", romans był na tyle poważny, że aktor zdecydował się powiedzieć żonie prawdę.

"W pewnym momencie postanowiłem wszystko żonie powiedzieć. Szczątki uczciwości nie pozwalały mi dłużej tkwić w tym gigantycznym oszustwie. Była zdruzgotana" - wyznał w książce "Ja, Fronczewski".

To jednak nie był koniec. Fronczewski podobno rozważał, by po rozstaniu każde z małżonków zatrzymało jedną z córek. Do podziału nigdy nie doszło, ale aktor w wywiadach przyznaje, że córki wciąż mają mu za złe sam fakt, że w ogóle wpadł na taki pomysł. Pacuła po całej historii wyjechała z Polski i już nie wróciła.

"Gra się dobrych, bo jest się złym"

Fronczewski od lat z rozbrajającą szczerością mówi o aktorstwie - i nie jest to szczerość komplementarna. W 1995 roku powiedział "Przekrojowi": "Gra się po to, żeby kłamać, żeby siebie okłamywać, żeby można było być tym, kim nie można być, ponieważ ma się dosyć bycia tym, kim się jest".

W 2007 roku w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" dodał: "Nie zostałem aktorem dla poklasku. Zostałem nim może, by być kimś, kim nie jestem".

Człowiek, który przez ponad 20 lat grał "Kolację dla głupca" przy pełnej widowni w Teatrze Ateneum, twierdzi że aktorstwo nigdy nie było dla niego najważniejsze. Paradoks na miarę jego kariery.

80 lat i "ostatnia prosta"

Fronczewski od kilku lat zmaga się z problemami kardiologicznymi. Przeszedł kilka zabiegów, aktywność zawodową mocno ograniczył - pojawia się tylko w starannie wybranych projektach. Ze swojego stanu zdrowia nie robi tajemnicy.

"Ja już jestem na ostatniej prostej" - powiedział wprost w książce "Ja, Fronczewski".

8 czerwca kończy 80 lat. Hipnotyzujący głos, nieganana dykcja i życiorys, który spokojnie wystarczyłby na dwa seriale. Czy córki złożą mu życzenia? Tego nie wiemy. Ale Franek Kimono i tak gra dalej.