Paweł Małaszyński w 50. roku życia podsumował karierę bez owijania w bawełnę. 'Przywaliłem w semafor' - przyznał aktor w rozmowie z WP Kultura, wspominając upadek po latach popularności.

Od amanta do zapomnienia

Małaszyński nie ukrywa - rola Piotra Korzeckiego w 'Magdzie M.' to był szczyt i zarazem początek końca. Przez lata wzdychały do niego tysiące Polek, ale wizerunek "ideału mężczyzny" stał się klątką. "Mój wizerunek został już wyeksploatowany. Po prostu nie jestem zapraszany" - wyznał szczerze w wywiadzie.

Aktor przyznaje, że w pewnym momencie "zaczęli przychodzić nowi, młodzi, być może zdolniejsi". Od ostatniej dekady otrzymuje zaledwie kilka propozycji rocznie. "Gdzieś tam rzeczywiście nie zauważyłem tego momentu, gdzie zjechałem na boczny tor" - mówi Małaszyński bez złudzeń.

Błędy, które nas nauczyły

Na 50. urodzinach aktor rozprawiał się z przeszłością. W poście na Instagramie przeplatały się refleksje miłe i gorzkie. "Ewidentnie szedłem po prostu jak burza. Aż w pewnym momencie wychyliłem się za bardzo z tego pociągu i przywaliłem w semafor" - opisuje dramatycznie moment upadku.

Małaszyński nie krył też rozczarowania własnymi wyborami. "Zawiodłem siebie samego. Też otaczałem się ludźmi, którymi nie powinienem się otaczać" - dodał szczerze. Jedno jednak go nie zawiedzie - małżeństwo. Poznał żonę w przedszkolu w Szczecinku, a od ponad 30 lat są razem. To jedyna sfera, do której aktor nie ma żadnych zastrzeżeń.

Czeka go nowe rozdanie?

Pomimo zawieruchy Małaszyński nie traci nadziei. "Cały czas wierzę, że przyjdzie fantastyczna rola, czy w serialu, czy w filmie. Wierzę, że ktoś znajdzie mnie i będzie nowe rozdanie" - zaznacza. Być może takim przełomem będzie nowy serial Polsatu "Zdrada", w którym pojawił się niedawno.

50-latek wciąż aktywny - nie tylko w aktorstwie, ale i w muzyce jako lider zespołu Cochise. Fani czekają, czy rzeczywiście czeka go powrót na szczyt. Co na to sympatycy? Czy wierzą w artystyczne zmartwychwstanie Małaszyńskiego?