Indyk na ganku pałacyku i wideorozmowa przez telefon - tak wygląda miłość Macieja i Pauliny Orłoś na odległość. W programie Magdy Mołek para powiedziała więcej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Maciej Orłoś wyjeżdża, Paulina zostaje - i liczy. Nie dni wspólnego życia, lecz godziny do powrotu. Para była gośćmi Magdy Mołek w programie "W moim stylu" i nie szczędziła szczerości.
"Liczę godziny, kiedy się znowu zobaczymy"
Paulina Orłoś przyznała w rozmowie z Mołek, że każda rozłąka z mężem to dla niej wyzwanie. "Nie, ale liczę dni, jak się nie widzimy razem, to nawet godziny nieraz, kiedy już się znowu zobaczymy" - powiedziała wprost. Maciej tęsknotę zamienia w działanie - dzwoni na wideo, pokazuje żonie miejsca, w których akurat przebywa. Podczas jednego z wyjazdów służbowych oprowadził ją wirtualnie po pałacyku, gdzie prowadził szkolenie dla firmy. "Pokazałeś mi zwierzątka, które tam były. Takiego indora, który biegał. To jest strasznie fajne" - wspominała Paulina.
Orłoś od razu zaznaczył, że stały kontakt nie ma nic wspólnego z kontrolą. "Od razu trzeba powiedzieć, żeby nie mylić tego, co my robimy - chyba, że czegoś nie wiem - ze sprawdzaniem się, z kontrolą" - stwierdził prezenter, zwracając się do żony z wyraźnym przymrużeniem oka.
Zaufanie, którego wcześniej nie znała
Paulina Orłoś nie ukrywa, że dopiero przy Macieju poczuła coś, czego wcześniej nie doświadczyła. "Mam do Maćka takie zaufanie, że powiem ci, że pierwszy raz w życiu czuję taki spokój" - wyznała w programie Mołek. I dodała bez ogródek: "Wiem, że jestem numer jeden dla Maćka. Mam tę pewność, że żadna kobieta się nie przyplącze i nie przyczepi".
To rzadka szczerość jak na polskie show-biznesowe standardy. Zwykle pary w telewizji mówią ogólnikami - Orłosowie powiedzieli konkret.
Czy taki poziom otwartości w związku to przepis na sukces, czy po prostu dowód, że te dwoje naprawdę dobrze się zna? Piszcie w komentarzach - ciekawi nas wasza opinia.




