Dziewczynki na wakacjach, Albert na Sycylii, a ona sama z Jasiem. Olga Frycz przyznała wprost, że chwilowa cisza w domu to dla niej zbawienie.

Trójka dzieci, trzech różnych ojców i jedno wielkie serce - tak w skrócie można opisać rodzinę Olgi Frycz. Aktorka ma 39 lat i od dawna nie ukrywa, że macierzyństwo traktuje jak misję. Ale ostatni wpis na Instagramie pokazał coś więcej niż tylko fotki z dziećmi.

Mama z planem, nie z przypadku

Frycz stara się każdemu z trojga dzieci poświęcać czas osobno, jeden na jeden. To jej świadomy wybór, nie przypadek. Jak sama napisała na Instagramie: "Ostatnie dni są bardzo wyjątkowe dla mnie. Dziewczynki wyjechały na wakacje, Albert jest na obozie tanecznym na Sycylii, a ja zostałam z Jasiem. I choć bardzo lubię nasz codzienny chaos, pełny dom, śmiech i gotowanie wielkiego gara pomidorówki, to ten czas sam na sam jest czymś zupełnie innym. To dla mnie duża ulga i odpoczynek dla głowy, że nie muszę dzielić uwagi."

Plan na resztę lata już gotowy. Pod koniec sierpnia wyjeżdża z najstarszą córką Helenką, w wrześniu kolej na Zosię. Każde dziecko dostaje mamę wyłącznie dla siebie. Helenka urodziła się w 2018 roku, jej ojcem jest Grzegorz Sobieszek. Zosia pojawiła się na świecie trzy lata później - jej tatą jest podróżnik Łukasz Nowak, którego tożsamość Frycz długo zachowywała dla siebie. Janek, najmłodszy, to syn Alberta Kosińskiego, tancerza z "Tańca z Gwiazdami" - związek z nim Frycz potwierdziła latem ubiegłego roku.

Albert czeka, ale Olga pamięta

W tym całym macierzyńskim maratonie aktorka nie zapomina, że jest też partnerką. Zapowiedziała na Instagramie: "I pamiętam, że jestem też partnerką, dlatego romantyczny wyjazd też warto powtórzyć." Kosiński zareagował błyskawicznie - pod wpisem zostawił jedno słowo: "Kocham" i kilka serduszek.

Frycz sama przyznaje, że patchworkowa rodzina to nieustanny chaos. Ale chaos zaplanowany, poukładany - i najwyraźniej taki, w którym jej jest dobrze. Czy ten model rodzicielstwa - każde dziecko osobno, partner na końcu kolejki, a wszystko w kalendarzu - to przepis na zdrową rodzinę czy zbyt dużo logistyki jak na uczucia?

A wy - dalibyście radę tak to poukładać? Piszcie w komentarzach.