Monika Brodka kiedyś twierdziła, że 'miłość nie istnieje'. Dziś - u boku partnera i z półtorarocznym synem - zmienia zdanie. Historia wokalistki to lekcja o tym, jak życie zmienia nasze przekonania o uczuciu.
Kiedy Brodka mówiła, że miłość to mit
Wiele lat temu Monika Brodka udzieliła wywiadu, w którym wyznała coś, co mogło szokować jej fanów. "Miłość nie istnieje" - stwierdziła. Ale to nie była gra słów. Wyjaśniała dokładnie, co ma na myśli: "Wydaje mi się, że zakochanie często mylimy z miłością. Sama miłość to bardziej dopasowanie między dwojgiem ludzi i suma ich chwilowych potrzeb i oczekiwań. Bardziej partnerstwo."
Za tymi słowami stały lata rozczarowań i poszukiwań. Brodka znała miłość na wszystkie możliwe sposoby - pasjonującą, niespełnioną, nieprawdopodobną. Ale zawsze kończyło się to samo.
Od "tego jedynego" do "to mit"
Wkrótce po zwyciężeniu w "Idolu" wokalistka związała się z aktorem Janem Wieczorkowskim, starszym od niej o 16 lat. O ich związku mówiła cała Polska - były plany ślubne, wspólne plany na przyszłość. Potem nagle wszystko się rozpadło. "To był tylko przedsmak tego, co mnie może w życiu spotkać" - powiedziała po latach w "Vivie!".
Później Brodka znowu marzyła. "Ufam, że spotkam tego jedynego, wyśnionego" - deklarowała. "Chciałabym kiedyś stanąć na ślubnym kobiercu w pięknej białej sukni, ze wspaniałym bukietem i długim welonem."
Ale los miał inny plan. Związek z reżyserem Krzysztofem Garbaczewskim skończył się bez wyjaśnień. Potem pojawiła się wielka miłość - artysta wizualny Przemysław Dzienis. Byli zaręczeni. Podobno do ślubu nie doszło. Współpracowali artystycznie, zrealizowali razem nagrodzony Fryderykiem teledysk "Annuszka", ale i ta historia się skończyła.
Gdy sceptycyzm staje się rzeczywistością
To właśnie wtedy - po kolejnym rozczarowaniu - Brodka powiedziała coś, co brzmiało jak kapitulacja: miłość to mit, to partnerstwo, to suma potrzeb. Dla wielu fanów brzmiało to jak żal. Dla Brodki - jak zaakceptowanie rzeczywistości.
Ale historia nie skończyła się na tym sceptycyzmie. Los postawił na jej drodze operatora filmowego Mikołaja Sygudę. Półtora roku temu doczekali się syna. I choć Brodka nigdy nie opowiadała publicznie o tym, co czuje do Sygudę, jej zachowanie mówi wiele. Wraca do mediów, udziela wywiadów, pokazuje się z rodziną. Zmienia się.
Czy zmienia zdanie o miłości?
Czy dzisiejsza Monika Brodka, matka i partnerka, wierzy inaczej? Tego nie wiemy. Brodka konsekwentnie milczy o swoim prywatnym życiu - może dokładnie dlatego, że nauczyła się, że miłość, jeśli istnieje, wymaga ciszy.
Jedno pewne: piosenkarka, która kiedyś mówiła, że miłość to mit, dziś ma przy sobie kogoś, kto - wszystko na to wskazuje - zmienił jej perspektywę. I może to wystarczy.


