Tadeusz Pluciński spakował się pewnego dnia i po prostu wyszedł. Zostawił Halinę Mikołajską we wrocławskim mieszkaniu z poczuciem winy, której nie miała za co mieć.

Pluciński kochał wiele kobiet. Mikołajską zostawił, gdy mu się znudziła

Tadeusz Pluciński zostawił Halinę Mikołajską po niespełna roku związku. Sam przyznał to po latach wprost - w wywiadzie rzece tłumaczył, że za każdym razem wierzył, że się zmieni. Że się ustatkuje. Że tym razem będzie inaczej. "Ale potem wszystkie pytania, gdzie wychodzę i o której wrócę, zaczynały męczyć" - mówił. Mikołajska zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia, a on ją zdradzał - między innymi z solistką Opery Wrocławskiej Bożeną Brun-Barańską. Gdy w końcu zorientowała się, że znika na całe noce, było już za późno. Nie wybaczyła mu do końca życia. Spotykali się potem na scenie i za kulisami Teatru Współczesnego w Warszawie - i ani słowa prywatnie.

Przed Plucińskim była jeszcze krótka historia z architektem Januszem Marianem Ballenstedtem - ślub w 1946 roku, gdy Halina miała dwadzieścia lat, i rozwód po trzech latach. Po Plucińskim - małżeństwo z malarzem Aleksandrem Stefanowskim, zawarte w 1951 roku i zakończone cztery lata później.

Brandys zagadał ją w Zakopanem. Zostali razem na 35 lat

Marian Brandys poznał Mikołajską podczas ferii zimowych w Zakopanem - podeszła do jego stolika i bez owijania w bawełnę powiedziała, że siedzi przy niewłaściwej kobiecie. "Zabrała mnie do swojego stolika i tak już zostało" - wspominał pisarz w swoich "Dziennikach". Miał wtedy czterdzieści trzy lata i - jak sam przyznał - odpowiadał mu stan wolny. To jej energia doprowadziła do ślubu 21 lipca 1955 roku. Brandys żartował przed ceremonią: "Zastrzegłem, że to ma być już ostatni raz".

Dzieci nie mieli. Za to w 1958 roku przyjęli pod dach siostrę Haliny razem z jej sześcioletnią córką Antoniną. Wychowali ją jak własną. Antonina Krzysztoń wyrosła na cenioną wokalistkę i kompozytorkę - i Brandys był z niej podobno niezmiernie dumny.

Halina Mikołajska zmarła 21 czerwca 1989 roku, po ciężkiej chorobie. Była wtedy przy mężu od trzydziestu pięciu lat. Niektóre miłości potrzebują po prostu odpowiedniego stolika w Zakopanem.

Co o tej historii myślicie? Dajcie znać w komentarzach.