Pizza o północy w Warszawie, zbyt długie czekanie na stolik i rozmowa, której nie dało się przewidzieć jako ostatniej. Maciej Miecznikowski pożegnał Joannę Słowińską - i to wspomnienie zostanie z nim już na zawsze.
Maciej Miecznikowski, wokalista znany z zespołu Leszcze, opublikował na Facebooku wpis, który poruszył środowisko muzyczne. Pożegnał w nim Joannę Słowińską - pieśniarkę, skrzypaczkę i popularyzatorkę muzyki tradycyjnej, która zmarła 16 lipca. Miała 55 lat.
"Martwiłem się, że zbyt długo czekamy na stolik"
Miecznikowski do pożegnalnego wpisu dołączył archiwalne nagranie ze Słowińską. Napisał przy nim słowa, które trudno czytać bez ściśniętego gardła. "Asiu, taką Cię zapamiętam na zawsze. A jeszcze pod koniec maja, w środku nocy, w Warszawie, jedliśmy razem pizzę. I martwiłem się wtedy, że zbyt długo czekamy na stolik" - wspominał wokalista na Facebooku. I dodał: "Chorowałaś od dawna, ale ten ostatni moment i tak przyszedł niespodziewanie i o wiele za wcześnie. Mocno przytulam Jana, Zosię i Stanisława".
Ten detal - irytacja na długą kolejkę, która teraz musi boleć zupełnie inaczej - mówi więcej niż niejeden nekrolog.
Joanna Słowińska pracowała niemal do końca
Słowińska zmagała się z poważną chorobą od dłuższego czasu, ale nie zwalniała tempa. Prowadziła warsztaty wokalne, występowała na scenie i planowała kolejne projekty - w jej kalendarzu widniały koncerty na sierpień i wrzesień. Zaledwie kilka dni przed śmiercią odwołała jedne zajęcia, zapraszając jednocześnie fanów na koncert zaplanowany na 20 lipca. Nie zdążyła.
Msza pożegnalna odbędzie się w piątek 24 lipca o godz. 14.20 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Bliscy artystki opublikowali na jej profilu w mediach społecznościowych komunikat z jedną szczególną prośbą - zamiast kwiatów zachęcają do wsparcia Fundacji Anny Dymnej. "Fundacja otaczała Joannę troską, życzliwością, realnym wsparciem w czasie jej choroby, za co pozostajemy ogromnie wdzięczni" - napisano w ogłoszeniu.
Joanna Słowińska nie była gwiazdą tabloidów ani celebrytką z okładek. Była artystką, która robiła swoje - cicho, konsekwentnie, do ostatnich tygodni życia. I właśnie dlatego ten pożegnalny wpis Miecznikowskiego boli tak mocno.




