Michał Sikorski czekał na casting siedemnastego dnia sierpnia (albo raczej na korytarzu studia) zaledwie 15 minut - i te 15 minut zmienia wszystko. Dziś, gdy jego Ojciec Jakub z "1670" należy do najpopularniejszych postaci polskiego serialu, aktor wspomina tamten dzień jak przełomowy moment w karierze.
Casting, który trwał dwie sekundy
Michał Sikorski przyszedł na casting roli ojca Jakuba bez wielkich nadziei. Produkcja szukała tej postaci od miesięcy, mając już kilku silnych kandydatów. Wtedy do sali wszedł on - i wszystko się zmieniło. "Trafiłem na casting i zostałem poproszony, by został jeszcze na kwadrans. Najważniejsze 15 minut mojego życia" - przyznaje dziś aktor ze śmiechem.
Jan Kwieciński, producent serialu, potwierdza dramaturgię tej chwili. "Pamiętam te 15 minut, bo byłem na tym castingu i rzeczywiście Michał wszedł, kiedy byliśmy już po kilku miesiącach castingu. Mieliśmy jakąś taką dwójkę aktorów na finale, ale to cały czas nie było to, co czuliśmy z każdą inną postacią. No i Michał wszedł i to rzeczywiście kompletnie rozwalił" - wspomina producent.
Od wątpliwości do fenomenu
To, co Sikorski pokazał w tym krótkim epizodzie castingu, definitywnie rozwiało wszystkie wątpliwości zespołu. Twórcy niemal natychmiast wiedzieli, że znaleźli właściwego aktora. Dziś - trzy sezony "1670" później - trudno wyobrazić sobie tę rolę w czyjichś rękach.
Ojciec Jakub stał się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci serialu. Jego repliki zamieniły się w memy, cytaty błyskawicznie przeniknęły do codziennych rozmów i mediów społecznościowych. Sikorski zaś - z bezimiennego kandydata na castingu - stał się twarzą fenomenu.
Studia nie wróżyły sukcesu
Ciekawostka: gdy Sikorski studiował na Akademii Teatralnej w Krakowie, nikt z jego rocznika nie wierzył w możliwość powstania w Polsce serialu lub filmu, który osiągnęłby taki status. "Nikt z nas nie wierzył, że powstanie jeszcze taki film albo serial, który będzie tak cytowany jak komedie Barei czy 'Dzień świra'" - mówił podczas wrocławskiego spotkania z mediami z okazji premiery trzeciego sezonu.
Los jednak postanowił inaczej. Zamiast obserwować z daleka takie fenomeny, Sikorski sam je tworzył. I wszystko to zaczęło się od tych 15 minut.
Jak mało trzeba
Historia aktora jest lekcją dla każdego, kto podąża ścieżką artystyczną. Pokazuje, że czasem wystarczy moment - jedno dobre podejście, jedna scena zagrania, jeden kwadrans - by zmienić całą trajektorię kariery. W przypadku Michała Sikorskiego te 15 minut okazało się wystarczające.




