Biała sukienka mini, glany i drive-through z Elvisem zamiast weselnego tortu. Mery Spolsky opowiedziała, jak wyglądałby jej wymarzony ślub - i przy okazji uświadomiła rodzinie, że na tradycyjną uroczystość nie ma co liczyć.

Piosenkarka jest w związku z operatorem filmowym Mateuszem Golisem. Para nie planuje ślubu - ale gdyby Spolsky miała kiedyś zmienić zdanie, to tylko na własnych warunkach. Bardzo własnych.

Las Vegas albo wcale

Spolsky nie owija w bawełnę: klasyczne wesele z setką gości i białymi obrusami to jej osobiste piekło. W rozmowie z kanałem "Ja wysiadam" Gazety Wyborczej nakreśliła jedyną wizję ślubu, którą jest w stanie zaakceptować.

"Mój wymarzony ślub wygląda tak. Las Vegas, różowa kaplica, gdzie Elvis Presley udziela ślubu. To ma być performance, to ma być wydarzenie tylko dla naszej dwójki, bez jakiejś ceremonii rodzinnych, bez tych wszystkich kurtuazji" - powiedziała wprost.

Po ceremonii? Biały cadillac i frytki. Dosłownie. "Potem odjechać jakimś białym cadillakiem na frytki. Najchętniej to w ogóle widzę swoją stylizację tak, że ja mam jakąś supermini białą sukienkę albo jakieś glany, żeby to po prostu było wyluzowane" - zdradziła artystka.

Ślub cywilny z orłem na ścianie i obbitymi krzesłami? Twarda odmowa. "Na pewno nie kręcą mnie, oj, bardzo nie kręcą mnie śluby w urzędach. Ten orzeł z tyłu, te obite krzesła białe, takie not my vibe" - skwitowała.

Papier i tak nic nie zmienia

Najmocniejszy fragment wywiadu dotyczy jednak samego małżeństwa jako instytucji. Spolsky jest szczera do bólu - formalizowanie związku zwyczajnie jej nie interesuje.

"Czy to ma być ślub, który potem zależy, żeby był sformalizowany? Mam to w d**ie, szczerze mówiąc. W sensie uważam, że jak się z kimś jest, to nieważne, czy to podpisane, niepodpisane, tylko te zasady między nami są istotne" - oznajmiła bez owijania w bawełnę.

Warto przypomnieć, że jeszcze niedawno Spolsky musiała gasić plotki o rzekomym romansie z Marcinem Prokopem. Szybko potwierdziła, że jest z Golisem i na tym temat zamknęła.

Rodzina może być zaskoczona jej wizją ślubu - albo i nie, bo Mery Spolsky nigdy nie udawała kogoś, kim nie jest. Pytanie tylko, czy kiedykolwiek w ogóle wsiadą do tego białego cadillaca. Co myślicie - Las Vegas brzmi jak plan idealny czy horror?