Joanna Ibisz wyznała publicznie, że terapia małżeńska uratowała jej związek z Krzysztofem. Brzmi poważnie? Bo jest poważnie. Ale my tu na Plotuchu mamy jeden komentarz: każda babka, która kiedykolwiek mówiła "idźcie na terapię" i była zbywana wzruszeniem ramion, właśnie triumfalnie unosi brwi.
Ibiszowa opisała, że po narodzinach syna czuła się kompletnie sama, mąż pracował w weekendy, a ona szukała towarzystwa. Klasyczny scenariusz, który zna połowa Polski, tylko że większość nie ma odwagi o tym mówić głośno. I tu leży sedno: mem jest śmieszny, bo prawdziwy. Mówimy to z szacunkiem, serio.
Za odwagę i szczerość należy się plus. Za to, że trzeba było poczekać, aż gwiazda to powie żeby wszyscy uwierzyli, minus dla ogółu społeczeństwa.




