Maryla Rodowicz wciąż wspomina Roztańczony PGE Narodowy z goryczą. W mediach społecznościowych legenda estrady opisała, jak podczas swojego występu kompletnie straciła orientację na scenie - wszystko przez zmienione podkłady i gigantyczne emocje.
# Maryla Rodowicz o wpadce na Roztańczonym PGE Narodowym
Sobotniego wieczoru na PGE Narodowym nie będzie pamiętać z przyjemnością. Maryla Rodowicz opublikowała obszerny post, w którym bez owijania przyznała się do tego, co poszło nie tak podczas jej autu.
Siedem minut zamiast dwunastu
80-latka wyjaśniła, że kryzys zaczął się już w czwartek - dwa dni przed koncertem. Organizatorzy postawili sprawę jasno: jej całe wyjście nie może trwać dłużej niż siedem minut. Tymczasem zaplanowane trzy piosenki zajmowały 12 minut. "Dotarła do mnie wiadomość, że moje wyjście nie może przekroczyć siedmiu minut. A moje trzy utwory miały 12 minut" - wspominała Rodowicz.
Gwiazda kategorycznie sprzeciwiła się usunięciu kultowego utworu "Sekretarka". Kierownik muzyczny Marcin zdecydował o drastycznych cięciach - wyrzucił wstępy, skrócił zakończenia, usunął solówki. "Skrócił całe wyjście o cztery minuty" - dodała.
Na próbie było dobrze. Na żywo pękła cisza
Na próbie wszystko wydawało się w porządku. Jednak gdy zgasło światło i Maryla stanęła na scenie przed tysiącami widzów, nerwy wzięły górę. "Na próbie było ok, ale na koncercie doszedł stres, scena wielka jak latający spodek, morze ludzi, emocje i wpadka" - opisywała sytuację.
Problemy zaczęły się niemal od razu. Zmienione podkłady wywróciły ją z tropu. "Wstęp... Czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. Boże, gdzie ja jestem? Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu" - wyjaśniała, co działo się w jej głowie.
Fani podzieleni, ale kibicują legendzie
Post Maryli Rodowicz skomentowali fani. Część z nich wciąż narzeka na organizację imprezy - fatalny dźwięk, playback, chaos techniczny. Inni bronią 80-latki, podkreślając, że nawet największe legendy estrady miały pod górkę w takich warunkach.
Sam "Roztańczony PGE Narodowy" przeszedł w sieci na pniu - internauci pisali o masowym playbacku, fatalnym nagłośnieniu i bałaganie organizacyjnym. Podobno problem z dźwiękiem dotknął wielu artystów.
Co na to fani?
Czy sądzisz, że organizatorzy powinni byli dać Maryli więcej czasu? Albo może problem leży gdzie indziej? Napisz w komentarzach.



