Marta zostawiła Warszawę, korporację i pewność. Paweł wrócił z 60 krajów szukając domu. Program "Rolnik szuka żony" to był ich jedyna szansa - i dziś oboje to jasno mówią.
# Poznali się na ekranie, ożenili się naprawdę
Marta Paszkin i Paweł Bodzianny to historie na opak. On - światowiec, który zwiedził prawie trzecią część krajów świata. Ona - germanistka z Warszawy, samotna mama, pracująca w korporacji. W normalnym życiu? Nigdy by się nie spotkali. Ale "Rolnik szuka żony" to nie jest normalne życie.
W rozmowie z Pomponikiem Marta nie kręci słów: "Gdybyśmy się spotkali tak normalnie, to mogłoby nam być trudno się zejść. Bo wiecie, 500 kilometrów, ja zostawiłabym Warszawę". Dopiero aparat TVP i cały teatr randkowego show - szybka decyzja, wizyta u rodziny, presja kamery - sprawiły, że "wszystko się szybciej potoczyło". To była ich motywacja. To był przymus.
Paweł chciał się ustatkować, Marta szukała zmiany
Paweł Bodzianny przez lata żył z plecakiem. Australię studiował, w RPA mieszkał, na Filipinach nurkował. Dziewięć lat temu uczestniczył w "Wyspie przetrwania" Polsatu - innym reality show. Jak sam podsumował: "W sumie byłem w 60 krajach na wszystkich zamieszkałych kontynentach". Ale świat się znudził. Chciał siedemnastki, domu, codzienności.
Marta tymczasem utknęła w warszawskiej rutynie - praca, dziecko, monotonia. Kiedy trafiła do "Rolnika", znalazła nie tylko Pawła, ale też wyjście z siebie. To była jedyna szansa dla nich obojga.
TVP robi spin-off. Będzie jeszcze lepiej
Teraz para pojawi się w nowym formacie TVP - "Rolnik szuka żony. Odwiedziny". Ekipa wpadnie do nich i do dziesięciu innych par z poprzednich edycji, żeby pokazać, co się u nich dzieje. Marta i Paweł będą gwiazdami - jedyną parą, która rzeczywiście wyszła za mąż.
Marta w Party: "Dowiecie się z niego, co tam u nas. Bo będzie poza nami też dziesięć innych par". Bodzianny dodaje, że pojawią się też osoby, które "nie połączyły się z nikim, ale pokażą, co tam u nich".
Jak wiadomo z social mediów Marty - ona nie kryje swojego życia - u nich toczy się "niezmiennie szczęśliwa egzystencja". Warszawianka i podróżnik okazali się idealni dla siebie. Program tylko przyśpieszył to, co mogło nigdy się nie stać.
Co na to fani? Czy wierzą, że bez kamer ta para miałaby szansę?



