Dorota Banaś spakowała walizki i wróciła do Szczecina. Po dwóch latach wspólnego życia z Waldemarem Gilasem z 'Rolnik szuka żony' zdecydowała się na rozstanie - i tym razem wyjaśnia, co poszło nie tak.
Koniec marzeń o wspólnym domu
Dorota i Waldek poznali się dzięki TVP - ona trafiła na gospodarstwo jako jedna z kandydatek, on nie był jej pierwszym wyborem, ale w finale show coś między nimi zaiskrzyło. Przeprowadzka ze Szczecina do Pakości, córka Dominika na świat, uczestnictwo w imprezach "rolnikowej" rodziny. Wyglądało, że klocki się ułożyły.
Teraz okazuje się, że jednak nie. Pod koniec sierpnia Dorota wyprowadziła się z powrotem - razem z synem Mateuszem i córką. Wrócili do domu rodzinnego. Waldek opublikował list do córki, ona postanowiła przerwać milczenie.
Waldek się zagubił, ale będzie widywać się z córką
"Nie jesteśmy już parą. Wyprowadziłam się od Waldka z Pakości pod koniec sierpnia i razem z synem i córką wróciłam do rodzinnego domu w Szczecinie" - wyznała Dorota w rozmowie z "Rewią". I dodała rzecz istotną: "Rozstaliśmy się w pokojowej atmosferze. Waldek jest dobrym ojcem, ale jako partner zagubił się".
Rozdział bez dramatu - co ciekawe, Dorota nie przekreśla jego kontaktu z Dominką. "Może ją odwiedzać, kiedy tylko będzie miał ochotę" - zapewniła. To sygnał, że choć się rozstali, ani ona, ani on nie chcą robić z tego wojny.
Szczecin, rodzice, sklep. Inne priorytety
Co skłoniło Dorotę do takiej decyzji? Powody były praktyczne. "Mój syn tęsknił za Szczecinem, za kolegami, chciał być blisko dziadków" - tłumaczy. Sam Waldek miał dobre relacje z Mateuszem, ona z jego synem Dariuszem, ale czasem dobra wola nie wystarczy.
Jeszcze ważniejszy powód: rodzice Doroty starzeją się. "Moi rodzice mają nadzieję, że wrócę jeszcze do nich do Szczecina. Chcieliby, żebym zaopiekowała się nimi bardziej i kiedyś może przejęła rodzinny biznes - nasz sklep" - wyznała w "Rewii". Nie podejmuje decyzji na razie, ale wie, że zwlekać nie warto.
Nie umiemy żyć pod jednym dachem
Dorota była szczera - oboje wiele robili dla związku, ale rzeczywistość sprawdziła ich wysiłki. "Czułam, że się o mnie starał. Chciałam, żebyśmy stworzyli razem dom. Dla niego przeprowadziłam się ze Szczecina do Pakości" - mówiła. Wszystko było, ale... czegoś zabrakło.
Na koniec Dorota oddała powtórzenie, które brzmi jak kres marzeń: "Zawsze będzie nas łączyła córka i cała masa pięknych wspomnień. Ale wiemy już, że nie umiemy żyć pod jednym dachem".
Takiego finału pewnie nikt z nas nie przewidział, gdy patrzył na ich pierwszą rozmowę w programie.



