Osiem lat w Krajowej Administracji Skarbowej, zero złotych pensji jako pierwsza dama. Marta Nawrocka pracuje bez wynagrodzenia - ale państwo i tak o niej nie zapomniało.
Marta Nawrocka zrezygnowała ze stałej pracy, gdy jej mąż wygrał wybory prezydenckie w 2025 roku. Wcześniej przez 18 lat była funkcjonariuszem Krajowej Administracji Skarbowej. Teraz reprezentuje Polskę u boku Karola Nawrockiego - i robi to za darmo.
Ile zarabiała w KAS?
Funkcjonariusze KAS zarabiali od około 5,5 tys. do 10,5 tys. złotych brutto miesięcznie - zależnie od stażu, stopnia służbowego i dodatków. Marta Nawrocka spędziła na tym stanowisku 18 lat, więc według dostępnych informacji mogła liczyć na wynagrodzenie bliższe górnej granicy tej widełki. Na czas kampanii wyborczej wzięła urlop - funkcjonariusze KAS nie mogą angażować się politycznie. Po zwycięstwie męża złożyła rezygnację całkowicie.
Od tamtej pory nie otrzymuje regularnej pensji z tytułu pełnienia funkcji pierwszej damy. Żaden przepis jej takiego wynagrodzenia nie przewiduje.
Co dostanie po zakończeniu kadencji?
Według wyliczeń dziennika "Fakt", w 2025 roku na konto emerytalne Marty Nawrockiej miało trafić około 8,6 tys. złotych składek. W 2026 roku kwota ta ma wzrosnąć do około 22,2 tys. złotych. Łącznie po jednej kadencji jej mąż - na jej koncie emerytalnym może się zgromadzić ponad 100 tysięcy złotych.
Warto zaznaczyć: "emerytura prezydencka" w pełnym wymiarze przysługuje wyłącznie Karolowi Nawrockiemu. On po zakończeniu kadencji nie musi osiągać wieku emerytalnego ani składać żadnego wniosku - świadczenie należy mu się automatycznie.
Marta Nawrocka w ostatnich miesiącach regularnie towarzyszy mężowi podczas wizyt w kraju i za granicą. Sama organizuje spotkania w Pałacu Prezydenckim i angażuje się w działalność społeczną. Komentatorzy zwracają uwagę na jej styl - zarówno ten publiczny, jak i ten dosłowny.
Pytanie, czy 100 tysięcy złotych składek to uczciwa rekompensata za porzucenie osiemnastu lat kariery - zostawiamy wam.










