Sprawa Iwony Wieczorek nie da się zapomnieć. Marek Siewert, były funkcjonariusz policji, który śledził również morderstwo generała Marka Papały, wrócił do zagadki zaginięcia gdańszczanki w rozmowie z Wiktorem Słojkowskim.
Były policjant wracza do sprawy sprzed lat
Marek Siewert pracował przy najgłośniejszych śledztwach w Polsce. Jednak to właśnie sprawa Iwony Wieczorek - dziewczyny, która zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku - nie dała mu spokoju. W podcaście Kozaczka opowiedział, dlaczego przez lata wracał do materiałów dotyczących 19-latki z Trójmiasta.
"Ja byłem w takim trochę rozdarciu, bo raz sprawa generała Marka Papały, a tu za drugim uchem sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek, ale zostawałem w tej pracy po te 16 godzin czasami i myślałem w domu" - wspominał Siewert w rozmowie z Słojkowskim. Już w 2015 roku przygotował obszerną analizę wraz z planem czynności do wykonania.
Co odkrył były śledczy?
Siewert podkreślał, że w sprawach zaginięć trzeba budować pełny obraz życia zaginionej osoby, a nie opierać się na pojedynczych informacjach czy sensacyjnych hipotezach. Według jego słów, to oddzielenie faktów od przypuszczeń okazało się kluczowe. Wśród scenariuszy, które rozważał, były zarówno założenia o możliwych zbrodniach, jak i inne okoliczności prowadzące do zaginięcia.
Wy były policjant zwracał także uwagę na fakt, że przez lata w sprawie dochodziło do zmian na stanowiskach kierowniczych. "Zmienili się komendanci główni policji. Do zmiany na stanowisko komendanta głównego przyszedł zastępca z Gdańska" - opowiadał. Te przesunięcia, jego zdaniem, miały wpływ na dynamikę śledztwa.
Kiedy odsunięto go od sprawy?
Siewert wspominał o momencie, gdy usłyszał od przełożonej, że jego udział w śledztwie musi się skończyć. Mimo prób uzyskania zgody na wyjazd do Gdańska, by kontynuować pracę, bezpośrednia przełożona postawiła kropkę. To właśnie wtedy były funkcjonariusz zaczął pracować nad własnymi ustaleniami poza oficjalnym śledźtwem.
Tajemnica sprzed 16 lat
Iwona Wieczorek miała zaledwie 19 lat, kiedy zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Ostatni raz widziano ją podczas powrotu z wieczornego wyjścia do klubu w Sopocie. Od tamtej pory sprawa nie przestaje budzić emocji publicznej, a kolejne lata nie przyniosły ostatecznych odpowiedzi.
Opowieść Marka Siewerta pokazuje, że nawet po latach niektórzy funkcjonariusze nie potrafią odłożyć trudnych spraw na bok. Jego zaangażowanie - zarówno zawodowe, jak i osobiste - stanowi dowód na to, że zagadka młodej gdańszczanki wciąż żyje w pamięci tych, którzy próbowali ją rozwiązać.









