Psy tropiące wezwano po dziesięciu dniach. W samym centrum Sopotu, w szczycie wakacyjnego sezonu. Małgorzata Marczulewska mówi wprost - to był błąd, który pogrzebał szanse na znalezienie Iwony Wieczorek.

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek ciągnie się od 16 lat i wciąż nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytanie - co stało się tej nocy w lipcu 2010 roku. Teraz głos zabrała Małgorzata Marczulewska, prywatna detektyw i zwyciężczyni drugiej edycji programu The Traitors. Zdrajcy, która w rozmowie z portalem Kozaczek wskazała, gdzie - jej zdaniem - śledztwo poszło w złym kierunku od samego początku.

Co się wydarzyło tamtej nocy w Sopocie?

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Miała 19 lat. Wracała pieszo z nadmorskiego lokalu do domu, a ostatni potwierdzony ślad jej obecności to nagranie z kamery monitoringu przy wejściu na plażę numer 63, zarejestrowane około godziny 4:12. Do domu nigdy nie dotarła. Przez 16 lat śledczy analizowali nagrania, przesłuchiwali świadków i sprawdzali dziesiątki tropów - żaden nie doprowadził do jednoznacznych odpowiedzi. Sprawa stała się jedną z najbardziej nagłośnionych zagadek kryminalnych w Polsce.

Marczulewska wylicza błędy: psy po 10 dniach, monitoring przepadł

Według Marczulewskiej krytyczne błędy pojawiły się już w pierwszych godzinach po zaginięciu. Detektyw wskazuje, że rutynowe podejście służb i brak natychmiastowego zabezpieczenia monitoringu mogły przesądzić o tym, że sprawa do dziś pozostaje nierozwiązana.

W rozmowie z Wiktorem Słojkowskim z Kozaczka powiedziała wprost: „Na początku, kiedy ona zaginęła, te pierwsze dni - tam był ogromny błąd ze strony policji. Przez pierwsze 24 godziny w sumie nie dzieje się nic. Przez trzy pierwsze dni tam się nie działo nic. Psy tropiące wezwano po 10 dniach. Mamy Sopot, centrum miasta, okres wakacyjny. Po kilkadziesiąt tysięcy ludzi każdego dnia. To co te psy po 10 dniach miały zrobić? Zatarły się monitoringi."

Detektyw podkreśla też, że amnezja świadków w głośnych sprawach rzadko wynika z faktycznej niepamięci - znacznie częściej to kwestia lojalności lub strachu. W jej ocenie analiza spójności zeznań i intuicja to narzędzia, których w tej sprawie zabrakło na wczesnym etapie.

„Przez 16 lat mielone są niektóre wątki, a wystarczyło zabezpieczyć monitoring choćby nawet jednego dnia" - dodała Marczulewska w tym samym wywiadzie dla Kozaczka.

Marczulewska nie jest pierwszą osobą z zewnątrz, która krytycznie ocenia działania służb w tej sprawie. Ale jej słowa brzmią inaczej niż komentarze internetowych detektywów - to ocena zawodowca, który na co dzień zajmuje się śledztwem zaginionych osób i wie, jak wygląda pierwsza doba poszukiwań od środka.

Czy po 16 latach jest jeszcze szansa na wyjaśnienie losu Iwony Wieczorek? I dlaczego przez tyle lat nikt oficjalnie nie rozliczył tych pierwszych, krytycznych błędów? Piszcie w komentarzach.

Iwona Wieczorek, fot. materiały prasowe
Iwona Wieczorek, (© materiały prasowe)
Małgorzata Marczulewska o sprawie Iwony Wieczorek, fot. Instagram
Małgorzata Marczulewska o sprawie Iwony Wieczorek, (© Instagram)
Małgorzata Marczulewska o sprawie Iwony Wieczorek, fot. Instagram
© Instagram
Iwona Wieczorek fot. materiały prasowe
Iwona Wieczorek (© materiały prasowe)
Iwona Wieczorek fot. Zaginieni.policja.gov.pl
Iwona Wieczorek (© Zaginieni)
Iwona Wieczorek fot. Facebook
Iwona Wieczorek (© Facebook)