Lodowa kaplica w Skandynawii, ślub na wizji, kłótnie małżeńskie w prime time - Polska oglądała to wszystko z wypiekami na twarzy. Mandaryna po niemal 25 latach wróciła do tamtych wspomnień i nie owija w bawełnę.

Kamery w sypialni, Polska przyklejona do ekranów

Był rok 2003. Mandaryna i Michał Wiśniewski byli najgorętszą parą polskiego show-biznesu, a stacja postanowiła wpuścić kamery prosto do ich domu. Program "Jestem, jaki jestem" przez dwa sezony serwował widzom codzienne życie muzyka i jego ówczesnej żony - razem z kłótniami, czułościami i przygotowaniami do głośnego ślubu w lodowej kaplicy daleko na północy.

Widzowie pochłaniali to w milionach. Dziś ten format wydaje się odległy o całą epokę - choć reality show trzymają się mocno jak nigdy.

'Dorosłam, moje podejście dojrzało'

Telemagazyn zapytał wokalistkę wprost: gdyby mogła cofnąć czas, wskoczyłaby znowu przed kamery? Mandaryna nie uciekła od odpowiedzi.

"Jak jesteśmy młodsi, popełniamy trochę więcej błędów, uczymy się na nich. Ja dorosłam, moje podejście dojrzało, spotkałam na swojej drodze fantastycznych ludzi, którzy pokazali mi różne spojrzenie na różne sprawy, więc to nie jest tylko kwestia zmiany mediów, ale też jakiejś dojrzałości, drogi, prawdy, którą się ma w sobie, jakichś moich priorytetów" - powiedziała podczas eventu See Bloggers w Łodzi.

Krótko i bez owijania w bawełnę: tamta Mandaryna i dzisiejsza Mandaryna to dwie różne kobiety. Pierwsza miała 25 lat i cały świat przed kamerą. Druga wie, co naprawdę liczy się w życiu.

Czy to wyznanie brzmi jak żal? Raczej jak chłodna, dojrzała analiza własnych wyborów - bez dramatyzowania, bez rozdzierania szat. I właśnie to uderza najmocniej.

A wy - oglądaliście "Jestem, jaki jestem"? Dajcie znać w komentarzach, czy dziś taki program miałby szansę na sukces.