Mandaryna i Krystian Rzymkiewicz zaczynali jak kot z psem - pierwsze odcinki były rozczarowaniem, jurorzy mieli pretensje, a sami tancerze przyznawali się do trudności. Teraz, po czterech tygodniach treningów w cztery oczy, para otwiera się: między nimi działo się coś więcej niż taniec.

Pierwsze kroki? Totalna klapa

Mandaryna weszła do 'Tańca z gwiazdami' jako faworytka - piosenkarka od lat bujała na scenach, powinna była przejść ten show z zamkniętymi oczami. Rzeczywistość okazała się brutalna. Taniec towarzyski to coś zupełnie innego niż solo na mikrofonie, a ona sama nie kryła rozczarowania swoimi pierwszymi choreografiami z Rzymkiewiczem.

"Muszę przyznać, że myślałam, że to będzie trochę łatwiejsze, a taniec towarzyski jest bardzo daleko od tego, gdzie ja na co dzień się znajduję" - wyznała w rozmowie z magazynem "Viva!".

Rzym nie buduje się w dzień, a duet w "TzG" też nie. Para jednak nie poddała się - zamiast narzekać, postanowiła ciężko pracować.

'Burze były potrzebne'

W czwartym odcinku widać było, że coś się zmieniło. Nie tylko wyniki były lepsze - jurorzy wstali z krzeseł, fani ruszyli do komentarzy, ale przede wszystkim Krystian Rzymkiewicz po raz pierwszy mówił o Mandarynie z prawdziwym podziwem.

"Jestem bardzo zadowolony z Marty, ponieważ wiem, że bardzo dużo wkłada serca w to, co robi" - ocenił choreograf w rozmowie z "Party". "Spędzamy na sali bardzo dużo ciężkich godzin treningu i dzisiaj pokazała kolejną odsłonę siebie, więc to jest niesamowite."

Mandaryna nie ukrywała satysfakcji: "To wielka przyjemność tańczyć z Krystianem. My naprawdę opowiadamy tutaj swoją historię. Są to dla nas mocne historie" - wyznała w tym samym wywiadzie.

'My się po prostu bardzo lubimy'

Kiedy dziennikarze zapytali parę, czy można już ich nazwać przyjaciółmi po tylu godzinach spędzonych razem, Rzymkiewicz udzielił szczerze odpowiedzi. Relacja między nimi nie była od razu idealna - miała swoje bury i turbulencje, ale to właśnie dlatego dziś działają jak zgrana maszyna.

"Tak, ale czy od razu kliknęło? Nie, mieliśmy dużo burz, ale to było potrzebne, żebyśmy się dogadywali lepiej. Są humorki, są pazurki, ale dziwne, jakby tego nie było" - zdradził choreograf.

Mandaryna podsumowała to jednym zdaniem: "My się po prostu bardzo lubimy."

To właśnie ten moment, gdy dwie osoby, które na początku się nie rozumiały, odkrywają, że jednak mają wspólny język - zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Czy to wystarczy, żeby Mandaryna sięgnęła po Kryształową Kulę? To pytanie, które fani zadają sobie każdy tydzień.