Nagrody, filmy, zjazdy z legendami kina - i nic. Mama Cezarego Pazury miała własny wskaźnik sukcesu syna i żaden Oscar by go nie zastąpił.
Cezary Pazura opowiedział w programie "Monika Olejnik. Otwarcie" historię, którą każdy z nas zna z własnego domu. Mama ma swoje zdanie i żadna nagroda branżowa go nie zmieni.
Zaczęło się jeszcze przed karierą. Rodzice Pazury nie palili się do tego, żeby syn został aktorem. - Mama nie chciała, żebym był aktorem. Chyba nie rozumiała nawet tego, o co mi chodzi z tym aktorstwem - przyznał aktor w rozmowie z Moniką Olejnik.
Jerzy Połomski? Mama nie uwierzyła
Kiedy Pazura był już rozpoznawalną twarzą polskiego kina, postanowił zaimponować mamie konkretnym nazwiskiem. Przy okazji zjazdu ZASP-u to sam Jerzy Połomski - ulubieniec pani Pazurowej - poprosił aktora o wspólne zdjęcie. Idealna okazja, żeby w końcu zdobyć uznanie w oczach mamy.
Plan nie wypalił. - Mama nie uwierzyła i mówi: "Mój Jerzuś" - wspominał aktor z rozbawieniem. Połomski jako argument działał, ale nie w tę stronę, w którą Pazura liczył.
"Poważanie na osiedlu" ważniejsze niż nagrody
Najlepsza część tej historii? Mama Pazury miała bardzo konkretną wizję kariery, która robiłaby na sąsiadach wrażenie. Nie festiwale filmowe, nie nagrody - serial.
- Mamo, dostałem za parę filmów nagrody... a mama mówi: "daj spokój, taka twoja kariera, niby kariera, ale jakbyś księdza Mateusza zagrał, to ja bym miała chociaż poważanie na osiedlu" - cytował Pazura w programie Olejnik.
"Ojciec Mateusz" z Arturem Żmijewskim w roli głównej to jeden z najdłużej emitowanych polskich seriali. Widać, że w pewnych środowiskach bije na głowę jakikolwiek film z Wenecji.
Cóż - mama wie lepiej. Zawsze wiedziała i zawsze będzie wiedzieć. Wy też macie taką mamę? Piszcie w komentarzach.




