Pół wieku, kilka głupot i jedna cicha miłość. Paweł Małaszyński na 50. urodziny napisał o sobie więcej niż przez ostatnie lata razem wzięte.

Pół wieku, kilka głupot i jedna cicha miłość. Paweł Małaszyński na 50. urodziny napisał o sobie więcej niż przez ostatnie lata razem wzięte.

Aktor i wokalista, lider zespołu Cochise, urodził się 26 czerwca o świcie w Szczecinku. Na co dzień chroni prywatność swoją i rodziny z żelazną konsekwencją. Okrągłe urodziny złamały jednak ten zwyczaj.

Co aktor napisał o swoich 50 latach?

W urodzinowym wpisie na Instagramie Małaszyński przyznał, że pierwsze pół wieku nie było usłane różami - i nie ukrywał, że część win leży po jego stronie. Rozliczył się z błędami bez owijania w bawełnę.

"Narobiłem też w życiu paru głupot. Kilka razy pomyliłem ludzi, samego siebie. Za długo zostawałem tam, gdzie już dawno nie było miejsca dla mnie. Za bardzo wierzyłem, że wszystko da się naprawić. Czasami milczałem, kiedy powinienem coś powiedzieć. Czasami mówiłem za dużo, zamiast po prostu odpuścić" - napisał aktor na Instagramie.

Nie zabrakło też jasnych stron. "Były momenty piękne. Nie przeczę. Były też takie, przez które trzeba było po prostu przejść i nie zwariować" - dodał.

Co Małaszyński rozumie dziś, czego nie rozumiał wcześniej?

Z wiekiem przyszło mu widzieć wyraźniej, które relacje są prawdziwe i ile energii oddajemy rzeczom, które dawno przestały mieć sens. W jubileuszowym wpisie sformułował to bez zbędnego patosu.

"Nauczyłem się, że spokój jest luksusem. Świat cały czas próbuje nas gdzieś pchać. Do ciągłego porównywania się. Do udowadniania swojej wartości ludziom, którzy i tak za chwilę znikną z naszego życia" - napisał Małaszyński.

I o miłości - tej, która przetrwała ponad 30 lat: "Nauczyłem się też, że miłość nie krzyczy. Nie musi. Prawdziwa jest cicha. Jest w spojrzeniu, w dotyku dłoni, w tym, że ktoś po prostu jest, kiedy wali się świat".

Swoją żonę, choreografkę i pedagożkę, poznał jeszcze w młodości - jak sam wspominał w rozmowie z magazynem "Pani", zapamiętał ją jako "śliczną i delikatną blonkynę nad talerzem mlecznej zupy". Los złączył ich ponownie kilka lat później i już zostali razem na dobre. Oboje skończyli studia aktorskie - on we wrocławskiej filii krakowskiej PWST, ona w Akademii Teatralnej w Białymstoku.

Pięćdziesiątka zdarza się tylko raz. A taki wpis od Małaszyńskiego - może nawet rzadziej. Wy też tak to czujecie?