Zanim Julia Kuczyńska stała się Maffashion, dojeżdżała do pracy na Burakowskiej w Warszawie o ósmej rano. Przyszła tam już po przebierankach, fotografiach i nagranych materiałach. Karina Hertel, właścicielka tamtejszej firmy biżuteryjnej, właśnie zdradziła, jak naprawdę wyglądały początki ikony mody.
Pierwsza praca Maffashion. Przed tym, zanim zarabiała miliony
Karina Hertel od lat obserwuje, jak rośli polscy influencerzy. W podcaście "Biznes bez Lukru" przywołała historię, którą warto zapamiętać - zwłaszcza dla tych, którzy myślą, że sukces w internecie to kwestia szczęścia.
W 2015 roku Hertel prowadziła firmę biżuteryjną przy ulicy Burakowskiej. To właśnie tam zatrudniła Julię Kuczyńską, pochodzącą ze Złotowa dziewczynę, która dopiero zaczynała budować swoją obecność online. Kto by pomyślał, że będzie to przyszła Maffashion?
"Przychodziła na dziewiątą do roboty, to ona już była po przebierankach, fotografowaniu, nagraniu materiałów, obrobieniu i zamieszczeniu w internecie" - wspominała Hertel. To oznaczało, że Julia wstawała wcześnie, przygotowywała treści do swojego bloga, a dopiero potem jechała do pracy w biżuterni.
Drugi etat przez lata. Zanim pieniądze poszły w górę
Ekspertka od marketingu podkreśliła, że dla większości twórców działalność w sieci przez długi czas to nie jest główne źródło dochodu - to dodatkowe zajęcie, które zabiera czas przed lub po "normalnej" pracy.
"To jest wielokrotnie naprawdę drugi etat. Zanim zbudujemy markę, skomercjalizujemy, to jest w ogóle daleka droga" - mówiła Hertel. Jej zdaniem właśnie ta konsekwencja i ciężka praca w ukryciu to sekret sukcesu internetowych gwiazd.
"Ci ludzie, zanim byli influencerami, to byli Kariną, Tomkiem, Łukaszem. Czyli mieli swoją robotę, pracowali. Równolegle zaczęli budować coś, w co wierzyli tylko oni" - dodała ekspertka.
Maffashion dziś ma ponad milion obserwujących na Instagramie i buduje imperium mody. Ale zanim do tego doszło, było wiele poranków na Burakowskiej i nocy spędzonych na edycji filmów. Historia, która pokazuje, że żaden sukces nie przychodzi bez pracy - nawet ten internetowy.




