Maciej Dowbor rzucił telewizję dla marzeń o internetowym imperium. Tyle że zamiast blockbusterów, z żoną Joanną Koroniewską nagrywają filmy o tym, jak się kłócą - a tonu w nich coraz mniej żartobliwego.
Jeszcze w czerwcu wydawało się jasne - Maciej Dowbor ucieka z "Dzień dobry TVN", gdzie pracował zaledwie dwa lata, aby wreszcie realizować się z żoną w internecie. Plan brzmiał pięknie. Praktyka? Zupełnie inna historia.
Koroniewska z całą powagą przyznała niedawno, że w ich związku "brakuje wiele do ideału, z naciskiem na wiele". To nie był żart - to była przyznajna publicznie. Tymczasem para ostatnio upodobała sobie nagrywanie filmów, na których grają "zabawne" sceny z domowych kłótni. Tyle że coraz częściej humor schodzi na drugi plan.
Dowbor i Koroniewska grają sprzeczki dla followerów
W czwartek przyszła kolejna porcja tego typu contentu. Dowbor pokazał filmik, na którym "burzy się" z żoną z powodu jej zwyczaju zbierania rzeczy w domu. "Kochanie! A co ty wyprowadzasz się? Cały samochód spakowany" - słychać Koroniewską. Dowbor odkrzykuje jej, że to wszystko przedmioty gromadzone pięć lat.
Rzecz w tym, że przyszły prezenter używa na nagraniu "dość mocnego języka", opisując jej zbiory. "Pół garażu musiałem opróżnić, a jeszcze mam trzy takie kursy! A luneta? Po co ci ta luneta?" - słyszymy, jak podnosi głos. Fani zauważyli - ton nie jest już wesoły, a raczej naprawdę sfrustrowany.
Czy Internet zamiast telewizji to dobry deal?
Ewa Drzyzga, komentując odejście Dowbora z TVN, sugerowała, że ma to sens - "jak ma się taką żonę, jak Asia Koroniewska, no to błagam cię, nie chciałabyś z nią więcej czasu spędzać". Sama Koroniewska jednak szybko zdemolowała ten mit, zerkając w oczach mediów, że "do idealnego związku wiele im brakuje".
Teraz para wykorzystuje ten "niedoskonały" związek jako materiał na social media. Żarty o rozwodzie, kłótnie o garaż, frustracja słyszalna w głosie - wszystko idzie do sieci. Fani zadają sobie jedno pytanie: czy rzeczywiście warto było rezygnować z pensji i stabilności telewizyjnej dla takich nagrań?
Dowbor musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Na razie jego internetowy experiment wygląda jak zagranie w rosyjskiej ruletce - nigdy nie wiadomo, czy kolejny filmik będzie żartem, czy autentycznym kryzysem relacji.



