Beżowa sukienka, delikatny makijaż i kapelusz, który wszystko popsuł. Jennifer Lopez weszła na trybuny Wimbledonu i w kilka minut zrobiła z siebie główny temat dnia - choć pewnie nie o to jej chodziło.

Beżowa sukienka, delikatny makijaż i kapelusz, który wszystko popsuł. Jennifer Lopez weszła na trybuny Wimbledonu i w kilka minut zrobiła z siebie główny temat dnia - choć pewnie nie o to jej chodziło.

Stylizacja idealna - prawie

Przylegająca sukienka w neutralnym beżu, minimalistyczny makijaż, sylwetka bez zarzutu. Lopez wyglądała jak z okładki - i przez chwilę media zachwycały się jej kreacją. Potem ktoś spojrzał na głowę.

Kapelusz był duży, opadał lekko na ramiona i wyglądał drogo. Pasował do całości. Miał jeden problem: organizatorzy Wimbledonu wprost proszą kobiety na trybunach, żeby takich kapeluszy nie zakładały. Powód jest prosty - zasłaniają widok osobom siedzącym z tyłu.

Na oficjalnej stronie turnieju można przeczytać dosłownie: „Panie proszone są o nienoszenie kapeluszy, ponieważ mogą one zasłaniać widok osobom siedzącym za nimi." Lopez podobno tę prośbę zignorowała.

Wimbledon ma swoje zasady - i to nie żart

Wimbledon to jeden z niewielu turniejów sportowych, gdzie dress code i zasady zachowania traktuje się poważnie. Biel na korcie, szacunek dla ciszy, konkretne wytyczne dla widzów. Organizatorzy nie wymyślili tej reguły bez powodu - wielkie nakrycia głowy to klasyczny problem na trybunach, gdzie rzędy siedzisk są gęsto upakowane.

Gwiazda o tym najwyraźniej nie wiedziała - albo wiedziała i uznała, że jej to nie dotyczy. Zagraniczne media szybko wyłapały ten zgrzyt i historia rozeszła się błyskawicznie.

Czy ktoś poprosił Lopez o zdjęcie kapelusza? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne: na kolejny finał lepiej przyjść z fascynatorem.