Radek Liszewski nie gryzł się w język. 50-letni lider Weekend mówił wprost o harmonogramie 30-latka Skolima, który w październiku zaplanował 55 koncertów. Jednocześnie zdementował plotki o ich napiętej relacji.
Radek Liszewski wie, o czym mówi - przez ćwierć wieku na scenach. Dlatego gdy mówi o grafiku Skolima, słucha się go poważnie. 50-latek bez owijania: to zbyt wiele, to się nie liczy.
Co Liszewski powiedział o harmonogramie Skolima?
Radek Liszewski, lider zespołu Weekend, skomentował dla Pomponika intensywny grafik koncertowy Skolima. Wedle informacji, 30-letni wokalista zaplanował na sam październik 55 koncertów - czasami cztery różne sceny w jednym dniu. Liszewski, który sam przez dziesięciolecia grywał wiele razy w tygodniu, znalazł słowa o dużej rezerwie współczucia.
"Współczuję. Bo to przeżyłem. Ja najwięcej w swoim życiu grałem 11 razy w tygodniu" - powiedział Pomponikowi. "Z całego serca życzę mu siły. Kibicuję mu bardzo." Ale
dodał też opinię o samym fenomenie takiego tempa: "To trochę wieje fabryką. Ja znam to wszystko od podszewki, bo też były takie czasy, że przez ponad dwa tygodnie nie wracaliśmy do domu."
Liszewski wspomniał swoje negocjacje z menadżerem: "Zrób przynajmniej ten wtorek wolny, żebyśmy zjechali do domu, żeby poprać ciuchy. A jeżeli grasz 11 razy w tygodniu, wiesz, jak to wygląda."
Zdementował plotki o napięciu między nimi
Liszewski wyjaśnił, że nie ma żadnego konfliktu między nim a Skolimem. Plotki krążyły od lat, od kiedy 50-latek był jurorem w "Disco Starze", gdzie startował młody Konrad Skolimowski. "Często ludzie gadają na podstawie tego, że ja byłem jurorem, jak Skolim startował. Ale miałem okazję ze Skolimem pogadać. Siedzieliśmy, podaliśmy sobie ręce i on się z tego śmiał wszystkiego" - wyjaśnił.
Według Liszewskiego każdy talent musi mieć swoje 90 sekund: "Ktoś musi odpaść, ktoś musi przejść. Każdy ma półtorej minuty i albo się zaprezentuje, albo nie."
O cenie sukcesu w show-biznesie
Liszewski nie ukrywał, że życie gwiazdy to ciężka robota, która nie zawsze wygląda tak kolorowo, jak sądzi publiczność. "Człowiek jest upocony, umęczony. Gratuluję Skolimowi, ale też współczuję, bo to ciężka robota" - mówił.
Dodał też refleksję na temat braku energii na scenie: "Może przy siódmym, ósmym koncercie te 100 procent już nie jest takim 100 procent. Ale ja zawsze wychodziłem z uśmiechem, padnięty, bez siły, już mi się nie chce - ale wychodzę na scenę i nagle ta scena daje tę energię."
Jednocześnie zaznaczył, że rozumie, co przeżywa Skolim: "Wiem, co on czuje, wiem, co przeżywa. Gratulować i współczuć należy."
Co myślisz - czy Skolim powinien zmniejszyć liczbę koncertów? Daj znać w komentarzach.
Materiał przygotowany przez redakcję z wykorzystaniem narzędzi automatyzacji.