Anna Lewandowska napisała jeden post. I rozgrzała internet do czerwoności. Dziennikarze, celebryci, widzowie - wszyscy mieli coś do powiedzenia o jej emocjach po tym, jak Robert podpisał kontrakt z Chicago Fire.
Anna Lewandowska napisała jeden post. I rozgrzała internet do czerwoności. Dziennikarze, celebryci, widzowie - wszyscy mieli coś do powiedzenia o jej emocjach po tym, jak Robert podpisał kontrakt z Chicago Fire.
Jeden wpis i lawina hejtu. Staszewski: 'Nie był potrzebny'
Decyzja Lewandowskiego o przejściu do Chicago Fire to nie tylko sportowy zwrot akcji. To dla Anny koniec pięciu lat w Barcelonie - sklepu, marki, fanów, tamtejszego życia. Zareagowała emocjonalnym wpisem w sieci i natychmiast dostała za to po głowie.
Sebastian Staszewski w programie Studio mundial nie gryzł się w język: "Można się było wstrzymać z tym wpisem, przynajmniej w tym momencie. To nie był właściwy timing. Od strony PR-owej ten wpis nie był potrzebny" - ocenił dziennikarz, dodając jednak, że po ludzku rozumie jej reakcję.
Głos zabrała też Anita Werner, która stanęła po stronie Lewandowskiej. "Czy naprawdę kobieta, która ma finansowy komfort, osiągnęła sukces, spełnia się w swojej pasji i biznesie, jest żoną sportowej legendy, mamą dwójki dzieci, nie ma prawa odczuwać strachu? Naprawdę nie może stresować się tym, czy jej córki dadzą sobie radę w nowej szkole? Przecież te emocje nie mają nic wspólnego z milionami na jej koncie" - napisała dziennikarka.
Robert odpowiedział zdjęciami. Lepiej niż słowami
Medialna afera o uczucia Anny trwała. Tymczasem Lewandowscy wzięli sprawy w swoje ręce - dosłownie. Na social mediach obojga pojawiły się zdjęcia z romantycznego wyjazdu. Czułe gesty, wakacyjne kadry, żadnego komentarza do całego zamieszania.
Wygląda na to, że ani transfer do Chicago, ani internetowa burza wokół wpisu Anny nie zrobiły na nich większego wrażenia. Przynajmniej na zewnątrz. Czy to klasyczny PR-owy reset, czy naprawdę wszystko gra - tego oczywiście nie wiadomo.
Jedno jest pewne: skoro Anita Werner musiała tłumaczyć, że bogata kobieta też ma prawo do stresu, to coś w tym wszystkim poszło nie tak. Co wy na to - Werner miała rację, czy Staszewski trafił w sedno? Piszcie w komentarzach.


