Krzysztof Kwiatkowski nie chciał grać w grę. Na pytanie o faworyzowanie w "Tańcu z Gwiazdami" nie wskazał nikogo, nie potwierdził sugestii - zamiast tego oddał głos ludziom, których nikt nie słucha.

Kwiatkowski unika tematu faworyzowania

Po czwartym odcinku "Tańca z Gwiazdami" aktor stanął przed dziennikarzami Party razem z Sara Janicką. Padło pytanie wprost: czy jurorzy bardziej faworyzują niektóre pary? Kwiatkowski mógł wskazać kogoś, mógł podbić dramaturgię - ale tego nie zrobił.

"Show rządzi się swoimi prawami, wchodzimy w pewną machinę programu rozrywkowego i jesteśmy oceniani tak, a nie inaczej" - powiedział aktor w rozmowie z Party. Porównał siebie i pozostałych uczestników do "trybików" w większej maszynie. Nie było tu oskarżeń, nie było skandalu - była chłodna rzeczowość.

Widzowie, widzowie i jeszcze raz widzowie

Ale tutaj zaczyna się ciekawe. Gdy Kwiatkowski przeszedł do kwestii dalszych losów w programie, nagle zmienił ton. Trzy razy w jednej wypowiedzi podkreślił znaczenie głosów publiczności. To nie były przypadkowe słowa - to była strategia.

"Wykonujemy swoją pracę jak najlepiej potrafimy, na 200%, a już nasze losy tak naprawdę zależą od widzów, widzów i jeszcze raz widzów" - zaakcentował aktor. Wymienił widzów trzykrotnie. To albo bezradność wobec systemu, albo umiejętny apel do tych, którzy faktycznie decydują.

Janicka słuchała obok niego. Ona zaś, jak donosiła redakcja Plotucha, miała mocne zdanie na temat ocen dla swojego partnera - podobno "totalnie się nie zgadzała" z verdyktem jurorów.

Kulisy show - co się naprawdę dzieje?

Kwiatkowski nie potwierdził ani nie zaprzeczył sugestiom o faworyzowaniu. To może oznaczać wszystko - albo że system rzeczywiście działa na zasadzie "trybików", albo że aktor po prostu nie chce rozdrapywać ran tuż po emisji. W show rozrywkowym dyskrecja to waluta.

Jedno jest pewne: gdy uczestnik "Tańca z Gwiazdami" zaczyna mówić o "maszynach" i "trybikach" zamiast o tańcu - atmosfera na planie chyba nie jest idealna. Kwiatkowski nie grał tu ofiary, ale też nie grał zadowolonego uczestnika, któremu wszystko się udaje.