Krzysztof Ibisz zna "Taniec z gwiazdami" od lat, ale wciąż go coś zaskakuje. Tuż przed startem nowej edycji (dzisiaj o 19.55 w Polsacie) prowadzący przyznał w "Super Expressie", że wyniki głosowania widzów to dla niego czarna magia.
Ibisz ma dość do myślenia
Godz. 19.55 - do startu nowej edycji "TzG" zostały już tylko godziny, a emocje rosną. Dwanaście duetów rywalizuje o Kryształową Kulę, ale nawet doświadczony prowadzący nie potrafi zgadnąć, kto wygra. Krzysztof Ibisz przyznał, że program go wciąż zaskakuje - szczególnie decyzje widzów.
"Nie da się powiedzieć, bo jak patrzę na historię programu, to na ogół ktoś, kto w ogóle jest aktorem mało znanym, nagle tak tańczy, że ludzie są w nim zakochani" - wyznał dziennikarzom "Super Expressu". Przykład? Gamou Fall z poprzedniej edycji. Chłopak, który nigdy wcześniej nie tańczył, zachwycił Polskę i zdobył pierwszą nagrodę.
Wyroki widzów to totalna roulette
Ale tu nie koniec. Ibisz zauważył jeszcze coś ciekawego - w finałach zwycięża ten, na którego nikt nie stawia. "Ludzie kibicują: 'Czemu ten ma wygrać?' - i nagle osoba typowana jako underdog wygrywa" - wyjaśnił prowadzący.
Najbardzej jednak zaskakują go momenty, gdy czyta wyniki. "Czasami wyczytuję wynik i mówię: 'To niemożliwe, naprawdę. Nie ma żadnej pomyłki'. Nie, bo ludzie tak zagłosowali. Jury i widzowie, średnia. I nagle wszyscy zaskoczeni, że ktoś, co do którego byli pewni, że będzie w finale, nagle odpada" - podsumował Krzysztof.
Widzowie już mają swoje typy - internauci wskazują na Mandarynę, która wróciła do Wiśniewskiego i teraz znowu robi zamieszanie. Ale jeśli wierzyć słowom Ibisza, jej powrót do ex może wcale nie przełożyć się na zwycięstwo. Program to gra, w której nikt nie zna zasad.
Co dalej?
Premiera "Tańca z gwiazdami" dzisiaj o 19.55 w Polsacie. Masz już swojego faworyta? Podziel się typami w komentarzach.




