Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka żyją na dwa domy, a ich związek wcale nie wygląda jak z bajki. Damian Michałowski zdradził, co naprawdę kryje się za zamkniętymi drzwiami.
Paulina Krupińska (39 l.) i Sebastian Karpiel-Bułecka (38 l.) wyglądają na idealną parę - ona z Warszawy, on z Zakopanego, ślub w góralskim stylu, dwa domy. Ale sami przyznają: ich małżeństwo wcale nie jest takie doskonałe, i to właśnie je uratowało.
Dwa domy, jeden sekret
Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka podzielili się tym, co wielu par ukrywa: zdecydowali się żyć na dwa domy. Ona przez większość życia była związana ze stolicą, on pochodzi z Zakopanego. Po ślubie w 2019 roku - w tradycyjnym góralskim stylu - wybudowali dom w Kościelisku, ale zachowali mieszkanie w Warszawie. Klucz do sukcesu? Szacunek dla niezależności partnera.
Sebastian Karpiel-Bułecka wyjaśnił, na czym polega ich formuła: "Miłość polega na tym, żeby dawać człowiekowi wolność. Żeby nie zabierać mu tego, co mu sprawia radość, żeby mógł się realizować. Dawka wolności jest absolutnie normalna w miłości, na tym polega zdrowy i higieniczny związek. To działa w obie strony".
Flesze wyłączone, kłótnie włączone
Damian Michałowski, kolega Pauliny z "Dzień Dobry TVN", poznał ich związek od kuchni - przyjaźni się z nimi prywatnie i często wyjeżdża razem na wakacje. To właśnie wtedy prawda wychodzi na jaw.
Paulina nie przebierała w słowach: "Byliśmy razem na wakacjach w dwie rodziny, więc dokładnie wiemy, co się dzieje u Damiana, Damian wie co się dzieje u nas i żaden z nas nie tworzy idealnego małżeństwa, ale chyba w tej nie idealności jest metoda. Wydaje mi się, że idealne związki nie istnieją".
Michałowski poszedł jeszcze dalej. Opisał dynamikę ich pary w słowach, które zaskakują szczerością: "Ja powiedziałem Paulinie, jak byliśmy razem na wakacjach, że to jest taka jedyna para, jaką kiedykolwiek poznałem, która w ciągu 1 minuty potrafi się i pokłócić i jednocześnie wyznać sobie miłość. To małżeństwo ono absolutnie nie jest idealne, ono jest prawdziwe wtedy, kiedy te flesze są wyłączone, kiedy jesteśmy sami ze sobą".
To nie są wymyślone sceny do mediów - to autentyczne momenty, które obserwuje ich bliski przyjaciel. Burzliwe chwile przeplatają się z deklaracjami miłości, a wszystko dzieje się z dala od kamer.
Nietypowa formuła, rzeczywiste wyniki
Krupińska i Karpiel-Bułecka nie udają przed światem. Zamiast perfekcyjnego wizerunku wybrali autentyczność - dwa domy, czasem bliskie sobie osoby w pobliżu (Michałowski jest świadkiem ich codzienności), brak pretensji do ideału. To właśnie na tym polega ich "nie idealność" - na pracy, a nie na pozorach.
Czy to recepta na długotrwały związek? Być może. Przynajmniej dla nich działa.
Materiał przygotowany przez redakcję z wykorzystaniem narzędzi automatyzacji.