Jeden koncert wystarczył, żeby fani zażądali więcej. Beata Kozidrak i KAMP! wracają w lutym 2027 roku z nowym setem i nową nazwą projektu.
Jeden koncert wystarczył, żeby fani zażądali więcej. Beata Kozidrak i KAMP! wracają w lutym 2027 roku z nowym setem i nową nazwą projektu.
Przypomnijmy: pod koniec 2024 roku Kozidrak nagle zawiesila karierę i odwołała wszystkie koncerty z powodu poważnych problemów zdrowotnych. Powrót na scenę był dla wielu fanów prawdziwą ulgą. Pierwszym dużym krokiem był elektroniczny projekt z KAMP! - coś, czego nikt się po ikonie polskiej estrady nie spodziewał. Eksperyment wypalił.
Projekt, który miał być jednorazowy, dostał drugi oddech
Na oficjalnym Instagramie Beaty Kozidrak pojawił się komunikat, który rozwiał wszelkie wątpliwości: projekt żyje dalej. Nowy koncert będzie nosił tytuł "Miasto dziś nie zaśnie" i ma być rozbudowaną wersją tego, co fani zobaczyli po raz pierwszy.
"Niektóre historie nie kończą się po jednym koncercie. Projekt, który miał wydarzyć się tylko raz, dostał od Was tyle energii, że stało się dla nas jasne: to nie może zakończyć się na jednym spotkaniu" - czytamy w oficjalnym wpisie na Instagramie artystki.
Organizatorzy kuszą szczegółami: "Wracamy w nowej odsłonie, z nowym setem live, a utwory, które znacie od lat, znów zabrzmią inaczej. Elektronicznie. Tanecznie. Na żywo. Bliżej". Bilety są już w sprzedaży, choć do samego wydarzenia zostało jeszcze ponad pół roku.
Fani zachwyceni, ale nie wszyscy bez zastrzeżeń
Pod ogłoszeniem szybko zrobiło się głośno. Komentarze w stylu "Super", "Ale czad" i "Wspaniała nowina" zalały sekcję pod postem. Powrót Kozidrak po chorobie to dla wielu sprawa niemal osobista - kibicowali jej przez całą przerwę i teraz świętują każdy nowy koncert.
Znalazły się jednak głosy, które studzą entuzjazm. Część internautów nawiązała do niedawnych występów artystki, sugerując, że jej wokal nie wrócił jeszcze w pełni do formy sprzed choroby. "Czy Pani Beata na tym koncercie tak samo jak w Łodzi planuje oddać cały wokal chórkom?" - zapytał jeden z fanów wprost. Inny dodał: "Jej wokal wciąż nie domaga, ale może tym razem będzie lepiej niż ostatnio. Trzymamy kciuki".
Elektroniczna formuła projektu z KAMP! może być zresztą sprytnym rozwiązaniem - aranżacje taneczne i elektronika maskują to, czego głos po chorobie jeszcze nie oddaje. Czy to kalkulacja, czy po prostu nowy artystyczny rozdział? Beata na razie milczy na ten temat.
Jedno jest pewne: bilety się sprzedają, a fani już odliczają do lutego 2027. Co wy na to - lecicie?




