Karolina Gilon ma dosyć ukrywania swoich zarobków. Gwiazda telewizji i internetu wprost powiedziała, że w jej związku z Mateuszem Świerczyńskim to ona przyznosi do domu większe pieniądze - mimo że on pracuje na dwa etaty. 'To dowód na prawdziwą męskość' - stwierdziła bez ogródek.
Zarabia więcej, ale bez kompleksów
Karolina Gilon nie ukrywa już, jak naprawdę wygląda ich budżet domowy. Gwiazda, która zrobiła kilka sezonów popularnych programów telewizyjnych, zarobkami przebija swojego narzeczonego. Długo to ukrywała - z doświadczenia wie, że wielu facetów to irytuje.
'Zazwyczaj musiałam przepraszać niektórych facetów, że ja zarabiam. Im to ujmowało' - powiedziała w rozmowie. 'Nie mogłam pochwalić się żadnym moim sukcesem, bo oni byli na to źli. Raczej chowałam te sukcesy w środku. Bałam się o tym mówić. Nikomu nie mówiłam, ile zarabiam, bo czułam, że robię coś złego'.
Mateusz Świerczyński - uczestnik siódmej edycji 'Love Island' - podchodzi do tego inaczej. Para poznała się na planie telewizyjnym, a ich znajomość przerodziła się w poważny związek. Dziś są zaręczeni i mają syna.
Osobne konta, wspólne cele
Gilon przyznała, że w ich relacji nie ma problemu z nierównym podziałem zarobków. Wręcz odwrotnie - jego postawa wzbudza w niej dumę. 'Fajnie sobie sam radzi. Zarabia fajne pieniądze. Na co dzień to on wydaje więcej, bo on jest od zakupów, on tankuje auta' - mówiła.
Para utrzymuje osobne konta, ale na pewne wydatki się zrzuca. Razem pracują nad budową domu, którą już zapowiedzieli. Oboje aktywnie zarabiają na ten cel.
'Nie przeszkadza ani Matiemu, ani mi. To jest dowód na prawdziwą męskość' - podsumowała Karolina. Jej słowa są wyznaniem wiary w to, że pewność siebie i brak kompleksów to fundament zdrowskiego związku.
Gilon wcześniej przyznawała, że razem z partnerem odwiedzili specjalistę. Ich droga do szczęścia wcale nie była łatwa, ale dziś wydają się być zadowoleni z tego, jak się ułożyło.


