Irena Kamińska-Radomska nie mogła już dłużej milczeć. Ekspertka od savoir-vivre'u w mediach społecznościowych rozprawiła się z niedawnymi wypowiedziami Mateusza i Magdy Gessler na temat napiwków - i jasno dała do zrozumienia, że restauratorzy przesadzają.

Gesslerowie chcą obowiązkowych napiwków. Ekspertka mówi 'nie'

Dr Irena Kamińska-Radomska opublikowała nagranie, w którym obalała stanowisko Gesslerów. Według niej napiwek to dobrowolny gest klienta, a nie obowiązek. W Polsce wynosi około 10 procent - wszędzie, niezależnie od rangi lokalu.

Czemu Polska to nie Amerika?

Kamińska-Radomska wytknęła restauratorom błąd logiczny. Przywołując zwyczaje ze Stanów - gdzie napiwek sięga 30 procent - nie wziął pod uwagę, że każdy kraj ma inne normy. "Nie porównujmy się do innych, dlaczego akurat do Stanów Zjednoczonych" - powiedziała ekspertka.

I tu przyszło jej do głowy coś genialne. "A dlaczego się nie porównamy np. do Japończyków? W Chinach czy w Japonii wręcz nie wypada dać napiwku. Japończycy obraziliby się, bo dla nich to jest honor. Dla nich to jest honor obsłużyć gościa, a za honor się nie płaci" - stwierdziła Kamińska-Radomska w swoim poście.

Wypowiedź trafiła w dziesiątkę. Ekspertka od etykiety pokazała, że jeśli już porównywać zwyczaje międzynarodowe, to należy to robić rzetelnie - a nie selektywnie wybierać tylko te, które wspierają własny argument.

Gesslerowie mają inne zdanie

Mateusz Gessler twierdził niedawno, że napiwki "powinny być obowiązkością dla każdego gościa restauracji". Magda Gessler poszła dalej - sugerowała, że w renomowanych lokalach 10 procent powinno być doliczane automatycznie. Restauratorka powołała się na praktykę amerykańską, gdzie kelnerzy zarabiają głównie z napiwków.

Ale Kamińska-Radomska miała rację - to nie uniwersalna norma. W Polsce napiwek pozostaje gestem wdzięczności, a nie podatkiem ukrytym w rachunku.

Co na to fani?

Post eksperta szybko rozsyłany był dalej. Polacy masowo podzielali się opinią: "Wreszcie ktoś powie głośno to, co wszyscy myślą".