Justyna Kowalczyk odkłada narty, bierze długopis. Legenda polskiego narciarstwa biegowego dołączyła do grona felietonistów Tygodnika Powszechnego i właśnie opublikowała swój pierwszszy tekst - o tym, jak współczesny świat zamieniła sztangę w statywy do selfie.
Powrót do słowa
Justyna Kowalczyk-Tekieli nie przywiązuje się do jednego zawodu. Po latach pracy jako asystentka trenera reprezentacji Polski i dyrektorka sportowa Polskiego Związku Biathlonu, dwukrotna mistrzyni olimpijska od września znowu pisze. Tym razem dla Tygodnika Powszechnego.
Felieton nie pojawił się przypadkowo - to powrót do publicznej aktywności po latach skupienia się na rodzinie. W 2021 roku Kowalczyk-Tekieli urodziła syna Hugo. Wtedy zakończyła współpracę z Gazetą Wyborczą, gdzie przez siedem lat dzieliła się przemyśleniami ze świata sportu i spraw społecznych.
"Pot przegrywa z idealnym kadrem"
Pierwszy felieton Kowalczyk uderza w sedno współczesności. Tygodnik Powszechny promuje tekst hasłem: "Nowa felietonistka wraca po latach do publicznej siłowni i trafia do świata, w którym obok sztang stoją statywy do nagrywania, pot przegrywa z idealnym kadrem, a trening staje się kolejną okazją do wystawienia się na ocenę".
Tematem pierwszego artykułu Kowalczyk wybrała głośną reklamę z udziałem Sydney Sweeney - wpadkę, która rozpalała internet. Sportsmenka nie boi się pisać o rzeczywistości mediów społecznościowych, sporcie i współczesnym świecie.
Fani zachwyceni
Internauci pod postem Tygodnika Powszechnego nie kryli zachwytu. "Bardzo podzielam Pani zdanie"; "Pani jest po prostu mądra, najcudowniejsza w swojej naturalności i sile"; "Bardzo trafne spostrzeżenie, warto o tym mówić" - pisali czytelnicy.
Jeden z komentujących dodał: "Brawo że pani o tym mówi. Jest pani wzorem do naśladowania". Niemal natychmiast felieton stał się rozmową w sieci.
Kowalczyk wraca do publicznego dyskursu w momencie, gdy polska kultura publiczna potrzebuje głosów ludzi, którzy myślą głębiej niż tylko o liczbie lajków. Jej obserwatorzy czekali na to powrócenie.




