Piłkarz wyjechał do Szwecji, Julia została w Polsce. Jurorka "Tańca z gwiazdami" po raz pierwszy w życiu pojechała na wakacje zupełnie sama - i odkryła, że samotność to wcale nie to samo co bycie nieszczęśliwą.

Rozstanie bez dramatu. Piłkarz podpisał kontrakt w Szwecji

Julia Wieniawa przyznała w rozmowie z "Faktem", że jej związek z belgijskim piłkarzem skończył się szybko po tym, jak paparazzi przyłapali ich razem na mieście. Mężczyzna przepakował walizki i wyjechał - kontakt w Szwecji czekał. Historia jak wiele innych w branży show-biznesu: jest, nie ma, następny. Ale Julia nie rozpłakała się w kącie studia. Przeciwnie.

"Czuję się bardzo dobrze w swoim ciele". Wakacje sama dla siebie

Wokalistka wyjawiła, że samotność wcale jej nie przeraża. "Bycie samą nie znaczy, że jestem samotna. Absolutnie tak się nie czuję. Czuję się aktualnie bardzo dobrze w swoim ciele i w ogóle sama ze sobą" - mówiła w "Fakcie". Dodała, że niedawno pojechała na wakacje "pierwszy raz sama samiusieńka", bo chciała po prostu posłuchać siebie i zastanowić się, czego naprawdę chce. Byla to terapia na miarę jej potrzeb. "Jestem tak przebodźcowana, że było mi to bardzo potrzebne. Na wszystko przychodzi pora, na wszystko przychodzi czas" - dodała jurorka.

Lojalny kozioł, ale bez miłości

Julia przyznała jednak, że w kwestii romansów nie ma jej szczęścia. W rozmowie z "Faktem" stwierdziła: "Staram się otwierać na różne inne też branże i nie jest tak, że jest mi ciężko utrzymać relacje. Myślę, że jestem wręcz znana z tego w swoim środowisku, że mam wieloletnich przyjaciół i wieloletnią też ekipę, z którą pracuję. Ja jestem lojalnym koziorożcem, ale najwyraźniej jeszcze nie trafiłam na tego jedynego i tyle". To zdanie padło bez żalu - raczej ze świadomością, że czasem po prostu się nie trafia. A może nie ma się gdzie trafić, bo albo jest się zajętą, albo obok siebie stoją osoby niepasujące.

Marzenie o przypadkowym spotkaniu

Niedawno w wywiadzie dla "Party" Wieniawa opisała, jak wyobraża sobie idealną miłość. Brzmi jak scenariusz komedii romantycznej lat 90.: "Ja marzę o tym, żeby poznać kogoś w pełni przypadkiem. Wychodzę, wyrzucam śmieci i nagle on mnie tym ramieniem i mówi 'oj, przepraszam'. Patrzy mi w oczy i ja mówię 'cześć' i tak się zakochujemy w sobie". Można się śmiać z takiego scenariusza. Ale czemu nie? W świecie, gdzie związki zawierają się przez aplikacje i media społecznościowe, może właśnie takie spotkanie byłoby czymś magicznym. Czekamy na ten moment, gdy Julia wyrzuci śmieci i on będzie tam stać. A może już czeka za rogiem? Lub na drugim końcu Polski, niespodziewanie.