Powiedział 'dobranoc', wyszedł ze studia i już nigdy nie wrócił. Jan Suzin przez 41 lat był twarzą TVP, a telewizji podobno nie cierpiał.
Nikt go nie żegnał, bo nikt nie wiedział, że odchodzi. 26 listopada 1996 roku Jan Suzin skończył dyżur, wyłączył mikrofon i zamknął za sobą drzwi studia na zawsze - dokładnie w 41. rocznicę swojego telewizyjnego debiutu.
"Zdecydowałem, że odejdę po cichu. Na zakończenie dyżuru powiedziałem jak zwykle 'życzę państwu dobrej nocy', wyszedłem ze studia i już nie wróciłem" - napisał w autobiografii Nieźle się zapowiadało, którą wdowa po nim wydała dopiero dziewięć lat po jego śmierci.
Miły tylko przy włączonej kamerze
Katarzyna Dowbor, która trafiła do TVP w 1983 roku, nie owija w bawełnę. W książce Mężczyźni mojego życia przyznała wprost: bała się go. "Był mistrzem lakoniczności. Był dość trudnym człowiekiem. Raczej oschłym" - napisała. To samo potwierdzają autorce książki Prezenterki inne osoby z branży: "Zimny, oschły dziwoląg. Gdyby ci się noga powinęła, przeszedłby koło ciebie, nawet nie spojrzawszy."
Suzin nigdy się nie uśmiechał - ani przy zapowiedzi dramatu, ani komedii, ani teleturnieju. Kamienna mina była dla niego zawodowym obowiązkiem. "Wydawało mi się, że spiker musi być poważny i uroczysty" - tłumaczył w autobiografii. Zmieniło się to dopiero po interwencji Hanki Bielickiej, która pewnego dnia zaczepił go na korytarzu i zapytała wprost, czemu jest taki smutny. Suzin przyznał, że to był jego "pierwszy krok do pozytywnych osiągnięć w tym zawodzie".
Dowbor dostała od niego jedną radę przez całą karierę. "Raz mnie dopadł po jakimś dyżurze i mówi: 'Słuchaj, młoda, po co ty gadasz tyle o tym filmie? Ludzie nie chcą słuchać tego, tylko chcą obejrzeć film'. Tak mnie zgasił" - wspominała.
Odszedł i odciął się od wszystkich
Jego żona, Alicja Pawlicka, mówiła w wywiadzie dla dziennika "Trybuna", że Suzin odszedł, bo "nikt nie miał na niego pomysłu" i że "osobowości nie były w cenie". Pod koniec kariery narzekał znajomym na nowe pokolenie prezenterek - miał uważać, że to "amatorszczyzna".
Gdy w końcu odszedł, zerwał kontakty ze wszystkimi. Bogumiła Wander wyznała w rozmowie z "Angorą" krótko po jego śmierci: "Jan nie miał w pracy przyjaciół. Gdy odszedł z telewizji, odciął się od nas wszystkich."
Największy paradoks? Człowiek, który przez cztery dekady był głosem i twarzą polskiej telewizji, podobno szczerze jej nienawidził. Czy to nie brzmi znajomo - robić coś przez całe życie i skrycie tego nie znosić? Może dlatego ta historia wraca co jakiś czas. Suzin nie był jedyny.




