Jan Frycz miał 72 lata, gdy w sobotę, 15 sierpnia, opuścił nas w domu w otoczeniu bliskich. Ale zanim odszedł, zdążył powiedzieć coś ważnego - coś, co dziś czyta się jak testament.
Ostatni wywiad, ostatnia lekcja
W ostatnim udzielonym przez siebie wywiadzie Jan Frycz nie mówił o sobie. Mówił o odpowiedzialności. Rozmawiał z Michałem Misiorkiem na temat spektaklu "Król Maciuś Pierwszy" - adaptacji klasyki Janusza Korczaka, którą miała premierę w Teatrze Telewizji. W obsadzie znaleźli się też Danuta Stenka, Karolina Gruszka czy Tomasz Kot.
Aktor wyznał, że "Teatr Telewizji to oryginalny gatunek sztuki i zajmuje on w moim sercu miejsce wyjątkowe". Od razu chciał zagrać Korczaka. "Od razu zgodziłem się zagrać w tym spektaklu, wzruszony wspomnieniami lektury z własnego dzieciństwa" - powiedział Frycz.
Światopogląd, który zmienia perspektywę
Ale rozmowa przeszła w coś więcej. Pytany o filozofię Korczaka - tę, że "nie wolno zostawiać świata takiego, jakim jest" - Frycz otwarcie się z nią zgodzył. I dodał coś, co dziś czyta się jak ostatnia wiadomość od niego do nas.
"W odniesieniu do współczesnych wyzwań ta myśl Janusza Korczaka zyskuje zupełnie nowy, niemal dramatyczny wymiar. Dziś 'niezostawianie świata takim, jaki jest' to nie tylko kwestia empatii, ale przede wszystkim naszej odpowiedzialności za przyszłość" - stwierdził Frycz.
I nie poprzestał na słowach. Wystosował apel do każdego z nas. "Naprawianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Rezygnacja z działania i obojętność są najgorszym wyborem. Traktujmy Ziemię jako naszą małą planetę i nas, ludzi, którzy żyjemy na naszej małej planecie, jako całość. Dbajmy o środowisko i o ludzi jednocześnie, bo jesteśmy od siebie zależni" - powiedział.
Teatro Telewizji, któremu Frycz poświęcił tyle uwagi, pozostaje dla niego wyjątkowe. Nie dlatego, że to praca. Dlatego, że to sztuka, która mówi o tym, co naprawdę ważne. Spektakl "Król Maciuś Pierwszy" będzie miał premierę jesienią - bez Frycza na scenie, ale z jego słowami wciąż żywymi.
Aktor do końca pozostawał aktywny zawodowo, szykował się do kolejnych projektów. Ten ostatni - wypowiadane w studiu słowa o odpowiedzialności - okazał się jego ostatnim głosem do świata. Zespół, z którym pracował przez dwie dekady, wspomina go jako "pięknego człowieka" i mentora. "Będzie nam bardzo brakować jego charyzmy na próbach, jego śmiechu w kuluarach, długich rozmów i analiz" - napisano w oświadczeniu.
Co na to fani? Słowa Frycza o obowiązku wobec świata rozchodzą się w mediach społecznościowych. Wiele osób widzi w nich nie tylko filozofię, ale wezwanie do działania. Testament aktora, który przed odejściem chciał pamiętać o tym, co ważne.




