Irena Santor mogła już zniknąć ze świateł reflektorów. Zapowiedziała koniec kariery pięć lat temu - i dotrzymała słowa. Ale z salonów i premier? Tam nie ma jej szans.
Legenda wraca do gry
Irena Santor niedawno pojawiła się na premierze książki Jolanty Kwaśniewskiej "111 sposobów na powrót do siebie". W publikacji znalazł się wywiad z samą artystką. "Czuję się zaszczycona, że mogłam w tej książce mieć swój maleńki udział" - wyznała 91-latka dla magazynu "Świat i ludzie".
To nie przypadek. Po 75 latach kariery artystycznej Santor wcale nie chce zostać zapomniana. Koncert jubileuszowy w Teatrze Wielkim w Warszawie (21 września 2026) przyciągnął tłumy. Sama legenda przyznaje - wciąż czuje się potrzebna. I to daje jej energię.
Marzenia się zmieniły, ale optymizm zostaje
Dziś Irena Santor myśli inaczej niż kiedyś. Nie goni kolejnych sukcesów scenicznych. "Moim największym w tej chwili marzeniem jest, żeby żyć długo i zdrowo, jak najdłużej" - podkreśla wprost.
Artystka wyznała, że nie skupia się na błędach przeszłości. Zamiast tego wybiera jedną zasadę - patrzeć do przodu. "Ważne, żeby z tego wyciągnąć jakieś wnioski i tą lepszą drogą iść, ale do przodu" - tłumaczy.
I tu tkwi sekret jej energii. Santor pozostaje optymistką. Wierzy, że po trudnych chwilach zawsze przychodzą lepsze. "Ja jestem optymistką, uważam, że jeżeli dziś spotyka nas coś złego, to jutro przyjdzie to lepsze i ja wierzę w to lepsze. Choć było pod górkę i to bardzo czasem wysoko, ale najważniejsze, że można pod tę górkę wejść. Trzeba się wdrapywać do góry tak długo, aż się wejdzie" - mówi.
91-latka nie pozwala, by przykre wspomnienia zepsuły jej radość z teraźniejszości. To właśnie ten dystans do przeszłości daje jej moc do działania. I fanów? Oni jej tego optymizmu pozazdrościć nie mogą.
Co na to fani? Podzielą się opinią w komentarzach?




