Harry i Meghan wylądowali w Birmingham w stylu, jaki przystoi rodzinie królewskiej - wynajętym za 120 tysięcy dolarów (prawie 450 tysięcy złotych) prywatnym odrzutowcem. Supernowoczesny Bombardier Global Express XRS przewiózł księżną Sussex, jej męża i ich czwórkę pasażerów (dzieci plus dwa psy) w maksymalnym komforcie.
Luksus bez granic - ile kosztowała godzina lotu?
Każda godzina podróży prywatnym samolotem wyceniana była na 12 tysięcy dolarów. Harry i Meghan skorzystali z 10 godzin lotu, co dało sumę, która dla zwykłych śmiertelników brzmi jak całoroczny dochód. Ale dla pary, która zdecydowała się opuścić Kalifornię i wrócić na Wyspy Brytyjskie, to wydatek, który "trafił w gaz".
Dlaczego taki rozrzut na prywatny transport? Źródła podają, że głównym powodem była chęć komfortowego przewiezienia domowych zwierzątek - czarnego labradora Puli i beagla Mii. Zamiast typowych procedur dla zwierząt w luku bagażowym, para wybrała sobie maszyny z całą infrastrukturą.
Na pokładzie wszystko, czego potrzeba (i więcej)
Samolot Bombardier Global Express XRS to maszyna zaprojektowana dla tych, którzy nie liczą się z budżetem. Na pokładzie zmieści się 13 pasażerów na skórzanych fotelach. Ale jeśli 10 godzin lotu to zbyt wiele stania - czekało pięć łóżek. Dwie prywatne łazienki zapewniły stosowną intymność. Przestrzeń bagażowa pomieściła nawet 15 średnich walizek.
Wygląda na to, że Harry i Meghan zdecydowali się na maszynę z całym wyposażeniem dla międzykontynentalnych podróży. Nic dziwnego - lądowali koniec końców w Birmingham, a przed nimi czekało osiedlenie się w malowniczych Cotswolds.
"Ekologiczne hasła" kontra rzeczywistość
Para, znana z głoszenia proekologicznych haseł i dbania o ślad węglowy, wybrała sobie transport, który z pewnością ów ślad znacznie powiększył. To nie pierwszy raz, kiedy Harry i Meghan podchodzą do tematu zmian klimatycznych z wyraźnie "elastycznym" podejściem.
Wrócili do Wielkiej Brytanii po sześciu latach od słynnego "Megxitu" i ucieczki do słonecznej Kalifornii. Przed nimi nowe życie - 7-letni Archie i 5-letnia Lilibet wkrótce rozpoczną naukę w brytyjskiej szkole. Można się spodziewać, że "powrót do domu" będzie obserwowany przez media z zainteresowaniem równym intensywności tego prywatnego lotu.
Co na to Brytyjczycy? Czy ta "królewska powrót" spotka się z entuzjazmem, czy raczej z szyderą?



